wtorek, 17 kwietnia 2012

Pani już podziękujemy: dygresja osobista

Nad oddziałem Y w firmie X, w której dane mi było pracować od jakiegoś czasu wisiały czarne chmury.Co jakiś czas pojawiało się widmo zwolnień, redukcji etatów; po czym następowało poprawienie nastroju, bo okazywało się, ze sytuacja ulegała znacznej poprawie.  Ze względu na  studia dzienne i dwójkę małych dzieci, pracowałam na pół etatu  w godzinach dla mnie dość wygodnych. Między innymi dlatego, gdy nadchodziło ryzyko ( a nie pewność) utraty pracy, nie szukałam nowego zatrudnienia aktywnie. Pewnego dnia nadeszła wiadomość: oddział likwidujemy z końcem przyszłego miesiąca. Pierwszym etapem były konsultacje szefostwa z zespołem. Zgodnie z przepisano: poinformowano nas o procedurze zwolnień, kwestii wysokości odpraw, rozwiano wszelkie wątpliwości dotyczące wypłaty (potencjalnego) bonusu za przepracowany rok oraz poinformowano o możliwości ponownego zatrudnienia. Okazało się, że firma ma obowiązek zaproponować nam zatrudnienie w jej obrębie, możliwe, że w innym rejonie, czy na nieco innym stanowisku (jeśli na stanowiska odpowiadające naszym nie ma zapotrzebowania). Po tym spotkaniu miałam bardzo mieszane uczucia. Miałam do wyboru: szukać intensywnie innej pracy (która pozwoli mi na tak dużą elastyczność w sprawie godzin) lub zdecydować się na zatrudnienie na niższym stanowisku (co problemem absolutnie w tym wypadku nie było: jeśli chodzi o sam charakter pracy) w innym rejonie dość odległym, ale nie na tyle by nie móc dojeżdżać. W przeciągu tygodnia zorganizowano spotkanie drugie: pracowników indywidualnych z szefostwem. Przez ten tydzień dokształciłam się w przepisach ogólnych i naszej firmy, dokonałam kilku obliczeń, znalazłam inna ofertę pracy (która odpowiadała mi zarówno pod względem godzin, płacy oraz lokacji) i wstępnie zaczęłam wypełniać podanie. To drugie spotkanie było bardzo istotne. Firma przedstawiła mi bardzo dobrą ofertę, m.in zobowiązując się do pokrywania kosztów dojazdu do nowego miejsca pracy przez rok (oczywiście bazując na ich własnych obliczeniach opartych na jakiejś wyższej matematyce, której celem jest znaleźć jak najmniej kosztowny transport, oszacować koszt i przedstawić propozycje nie podlegającej negocjacji). Miałam wybór: zostać  firmie na dość dobrych warunkach i pracować wśród dobrze znanych ludzi, zacząć pracę właściwie z marszu, bez większych zmian i stresów lub starać się o pracę kuszącej nieco lepszą ofertą, za to w nieco innej branży i w nowym środowisku. Opcja druga nie była zbyt ryzykowna, chwilami wręcz wydawała się atrakcyjna. Mimo to, wybrałam to co lepiej znane i stabilne (wg pewnych kryteriów). Podczas drugiego spotkania zgodziłam się wstępnie na oferowane warunki pracy. Kilka dni później otrzymałam ofertę pracy na piśmie. Zdziwiłam się nieco, gdyż oferta ta różniła się w kwestiach istotnych (oczywiście nie na plus) od tej omawianej podczas spotkania. Dodatkowo: nagle okazało się, że koniecznie muszę dokonać wyboru właściwie już i odesłać akceptację oferty. W przeciwnym razie oferta przepadnie. Na początku pomyślałam, że to zwykła ludzka pomyłka. Wysłałam maila z prośbą o wyjaśnienie ‘błędu’ w ofercie pracy. Nastąpiła bardzo długa cisza... a mnie czas naglił (pracę na nowym stanowisku miałam zacząć w przeciągu 2 tygodni). W końcu, po interwencji mojej szefowej sprawa się ruszyła. Otrzymałam odpowiedź, ze to nie błąd, a efekt wnikliwej analizy budżetu i tego, jak istotnym jest dobro firmy. Poczułam się oszukana. Zostałam postawiona w sytuacji, w której nie było zbyt wielu możliwości. Mogłam odmówić pracy- co zachwiałoby stabilnością finansowa mojej rodziny lub przyjąć tę ofertę, której warunki mi nie odpowiadały. Wybrałam opcję drugą i postanowiłam, ze tak łatwo nie odpuszczę. Zaakceptowałam ofertę w ostatnim  dniu jej ważności ( i tuż przed moim dwutygodniowym urlopem). W mailu również poprosiłam o ponowne sprawdzenie nowej struktury zatrudnienia i ilości godzin pracy (gdyż tego dotyczyły nieścisłości w ofercie pracy). Po dłuuugim czasie oczekiwania otrzymałam przeprosiny dotyczące pomyłki zmian w ofercie pracy i nowy kontrakt w prowadzonymi (poprawnie tym razem) zmianami.
Może brzmi to jak sucha, sprawozdawcza relacja. W rzeczywistości był to ogromnie stresujący czas: poczucie niepewności, zagrożenia i takiego lekkiego smutku związanego z potencjalnym końcem współpracy z firmą, w której pracowałam od kilku lat. Nie powiem, że jak spotka was ryzyko utraty pracy ze względu na redukcję etatów, to wierzcie, ze będzie dobrze, bo macie wiele praw, a wasza firma wiele obowiązków wobec was. Nie powiem, że nie ma co się martwić, bo na pewno znajdziecie coś innego, lepszego, bo wszystko ma swój sens i czas. Powiem tylko, że warto pozwolić sobie na przezywanie lęków i stresu, które mieszają się z nadzieją, Zapoznać z przepisami i procedurami. Wyważyć plusy i minusy i dokonać najlepszego dla was wyboru. I jeszcze jedno: nie wierzyć nikomu i niczemu, co nie zostało zapisane, podpisane, zatwierdzone.
Powodzenia

poniedziałek, 13 lutego 2012

Śnieg: białe przekleństwo

Moje nastawienie do wspaniałego białego puchu świadczy chyba o tym, że coraz bardziej ulegam wpływom brytyjskim tendencjom.
Jako dziecko lubiłam zimę: śnieg i  mróz. Naturalna sprawa. Dla Brytyjczyków, zwłaszcza tych mieszkających na południu kraju śnieg jest czymś nieznanym, wzbudza lęk, niepewność i niechęć.
Nie obawiam się śniegu, raczej jego następstw.
Jak spadnie to wszystko zostanie sparaliżowane: drogi będą nieprzejezdne, pociągi nie będą jeździć, półki w hipermarketach będą pustoszeć w zastraszającym tempie (kataklizm się zbliża, trzeba uzupełnić zapasy).
W telewizji i nie tylko rusza kampania edukacyjna: co należy mieć w samochodzie na wypadek kataklizmu śnieżnego. W mediach trąbią i ostrzegają: osoby starsze nie powinny wychodzić w domu na wszelki wypadek (ponieważ jest ślisko).
Zima od kilku lat zaskakuje wszystkich. Niezmiennie samochody są wyposażone w letnie opony, brak pługów śnieżnych jest normalka, nie odświeżone chodniki, podjazdy, mniejsze uliczki.

Wskazówki zeszłej zimy:
how to drive




czwartek, 9 lutego 2012

Nie chowaj dyplomu do szuflady

Piszę ten post z myślą, o zrezygnowanych, wątpiacych  w siebie i wartość swojego wykształcenia zdobytego poza Wielką Brytanią. Przypominam sobie moje starcie z rzeczywistością i przecieranie szlaków i zapoznawanie się z system (nikt mnie nie pokierował, nie poprowadził za rączkę, nie wskazał odpowiedniej drogi). Do napisania tego postu zmotywowało mnie jedno, drobne nawet niezbyt znaczące wydarzenie na jednym z for internetowych. Pojawiło się tam pytanie o sytuację w Wielkiej Brytanii, o możliwość wykorzystania wykształcenia zdobytego w Polsce. Jedna z odpowiedzi entuzjastyczna, pełna pozytywnej energii zirytowała mnie przekłamaniem i podawaniem nieprawdziwych informacji.

Jestem zwolennikiem rozwoju: osobistego, zawodowego. Cierpię na pewnego rodzaju nadpobudliwość i musze przyznać, że zajęło mi trochę czasu, by zrozumieć, że niektórym wystarcza kiepsko opłacana praca, która nie przynosi możliwosci rozwoju  (za to przynosi czasami minimum odpowiedzialności za wykonywane czynności).
Teraz rozumiem, akceptuję i nic mi do cudzego wyboru życiowej ścieżki. Jednak robi mi się przykro, gdy ludzie marnują swoje zdolności, umiejętności i doświadczenie, rezygnują z marzeń i kontynuowania pasji zawodowych odkładając dyplom ukończenia szkoły (niekoniecznie uczleni wyższej) do szuflady.

Czasami wiąże się to ze strachem  i brakiem wiary we własne siły. 
I tutaj sprawdza się stare powiedzenie: strach ma wielkie oczy". Nie wiemy czego się boimy, ale się boimy, więc dajemy sobie spokój. Przyznaję, że ten strach dotykał i dotyka czasami mnie. Bariera językowa może wydawać się nie do przeskoczenia, dla tych nie anglojęozycznych: którzy jakimś trafem poświęcali swój czas na zgłebianie niuansów innych języków lub zwyczajnie nie mieli ochoty poznawać języka angielskiego.
Na to jest tylko jeden sposób: uczyć się i usprawniać swoje umiejetności językowe.

Czasami, gdy znamy jezyk i jesteśmy pewni swoich umiejętności i chcielibyśmy pracować zgodnie z naszym wykształceniem musimy przejść drogę swego rodzaju biurokracji. Nie dla każdego rezultat będzie zadowalający i bardzo korzystny: czego doświadczyłam na własnej skórze niestety. Jednak mogą pojawić się nowe możliwości.
Jeśli chcemy spróbować sił w naszym zawodzie w Wielkiej Brytanii musimy wyszukac kilka istotnych informacji.
Istnieje coś takiego jak rejestr zawodów przekładalnych w Unii Europejskiej. Mówiąc krótko: nauczyciel w Polsce jest nauczycielem w Wielkiej Brytanii; lekarz w Polsce, nadal jest lekarzem w Wielkiej Brytanii.
Dla osób, których zawód jest na tej liście sprawa wygląda w wiekszości przypadków dość prosto: powinny sie ubiegać o członkostwo określonych (zawodowych) organizacji, spełnić ich warunki i... już moga podjąć pracę.
Oczywiście jest to wielkie uproszczenie, ponieważ proces rejestracji bywa czasochłonny i kosztowny (jeśli wziąć pod uwagę opłatę za rejestrację, tłumaczenia dyplomu, wypisu z indeksu i dodatkowej dokumentacji).
Informacji na temat warunków rejestracji można uzyskac kontaktując się z określonymi organizacjami.
Po rejestracji następuje walka o przebicie się na rynku pracy i zdobycie doświadczenia zawodowego na rynku brytyjskim.
 
Istnieją jednak zawody, których nie znajdziemy na liście zawodów przekładalnych. Do takich dziedzin należy pedagogika i zawód pedagoga . Przeciętny Brytyjczyk nie ma pojęcia o tym, czym zajmuje sie pedagogika i jej poszczególne specjalności. I tutaj zaczynają się komplikacje. 
Pedagog wykształcony w Polsce musi sobie znaleźć drogę rozwoju w sposób mniej formalny.
Oczywiście, moze przedstawić swoje doświadczenie zawodowe, pokazac transkrypt studiów, tym którzy będą zainteresowani (z tym zainteresowaniem doprawdy różnie bywa). Może rozpocząć pracę w pokrewnej dziedzinie dzięki swojemu doświadczeniu, zwykle współpracując z ludźmi, których wiedza jest o wiele mniejsza i kwalifikacje niższe ( zresztą zgodnie z wymaganiami stawianymi przez pracodawców).
Trzeba mieć trochę szczęścia, by znaleźć pracodawcę, który dyplom ukończenia np. szkoły wyższej doceni w przypadku, gdy nasz zawód jest "nieprzekładalny".
Z kwestii praktycznych warto wypełniając aplikacje o pracę, w części przedstawiającej nasze predyspozycje wyjasnić nasze kwalifikacje i umiejętności.

Nawet jeśli szukamy pracy nie związanej z dziedziną, którą zgłębialiśmy- dyplom może być naszym atutem. Może zdarzyć się tak, że pracodawca docenia nasze umiejętnosci uczenia się i patrzenia na świat z nieco innej perspektywy.

Bywa i tak, że mimo upartych starań szczęście nam nie sprzyja i ciężko nam znaleźć pracę marzeń z nasyzm wykształceniem. Wówczas możemy pokusić się o kontynuację studów w Wielkiej Brytanii.
Tę opcje aktualnie sama testuję i moge polecić tm, którzy sa zdeterminowani, lubią rozwój i naukę.

Od nas zależy gdzie jesteśmy dziś i gdzie będziemy jutro. 




sobota, 24 grudnia 2011

Wesołych Świąt

Życzę Wam wspaniałych Spokojnych świąt Bożego Narodzenia.
Spędzonych tak jak sobie życzycie.
I cudownego nadchodzącego 2012 roku.
Dziękuję wszystkim zaglądającym i czytającym .
Jednocześnie obiecuję, że posty już wkrótce będą pojawiać się regularnie.


Kasia






zalaczony obrazek nie jest moja wlasnoscia

środa, 26 października 2011

Fotel prezesa chwilę poczeka

Pierwsza praca emigranta, zwykle odbiega od  naszych ambitnych oczekiwań dotyczących wynagrodzenia, prestiżu, możliwosci rozwoju ( o ile je mamy).
Przyjeżdżamy:
  • zupełnie w ciemno, z oszczędnościami i nadzieją, ze szybko znajdziemy posadę:                               jest to opcja dobra dla lekkoduchów i ryzykantów. W Wielkiej Brytanii praca nie leży na ulicy. Można jej szukać dwa dni lub dwa miesiące. Przyjazd bez przygotowania jest aktualnie jedną z najgorszych opcji.
  • do znajomych/rodziny/przyjaciół z nadzieją, że beda nam wsparciem i posłużą radą; może nawet znajda nam pracę                                                                                                                             Ta opcja jest już trochę lepsza. O ile mamy jasną umowę z osobami, do których przyjeżdżamy: warto wiedzieć ile czasu możemy korzystać z gościny; czy ile bedziemy dokładać do opłat/ wyżywienia. Nie powinniśmy tez oczekiwać, że nasi znajomi/przyjaciele/rodzina znajda nam pracę, zaprowadzą do agencji, pójda z nami na rozmowę kwalifikacjną, załatwią kwestię urzędowe, założą konto w banku.To nie jest oczywiste, że ktoś będzie w stanie poświecić nam tyle czasu. Czas to pieniądz. Jeśli jest nam poświęcony warto podziekować.
  • prosto do pracy, której umowa o zatrudnienie została podpisana w Polsce; a my sami zostaliśmy zrekrutowani przez jedna z agencji pracy.
 Opcja dość bezpieczna na  poczatek. Warto dokładnie przeczytać dokladnie umowę, by nie paść jej ofiarą.




Pani Karolina i autostop- dygresja

To bylo już po tym, gdy wiedzialam, ze kolejny post napiszę o pracy i jej poszukiwaniu.
Był poranek.
Jechałam na zajęcia na uniwersytecie drogą dość krętą, prowadzącą przez tereny podmiejskie, wiejskie, w pobliżu farm.
Spieszyłam sie bardzo i miałam nadzieję, że tego dnia żaden traktor czy ciężarowka nie spowolnią ruchu.

W pewnym momencie na poboczu zauwazyłam kobietę usiłującą zatrzymać samochód.
Zatrzymałam się, sama wiele razy jeszcze w Polsce podróżowałam w ten sposób.
I don't speak English- powiedziała
Okazało się, że mówi po polsku.
Pani Karolina była roztrzęsiona i zmarznięta. Została przywieziona z odległej części hrabstwa (samochodem jakaś godzina drogi) by pracowac na farmie. Ze względu na  zasady wprowadzone w pracy, nie miała przy sobie: pieniędzy, dokumentów, telefonu.
Po tym jak dojechała na miejsce, poinformowano ją, że tego dnia pracy dla niej nie ma. By wrócic do domu transportem zorganizowanym przez pracodawce musiałaby czekac do wieczora.
Usiłowała złapać okazję na stopa i zatrzymalam się ja.
Autostop w Wielkiej Brytanii od jakiegoś czasu jest mało popularny, a zabieranie autostopowiczów jest dość rzadkie.
Myślę, że pani Karolina padła ofiarą podłego wykorzystania, sama nie znając swoich praw ani języka, nie miała chęci i siły walczyć z zastaną sytuacją.

Muszę przyznać, ze trochę zaskoczylo mnie to, że taki proceder jest nadal popularny, pracownicy się nie buntują, nie walczą.

Prawdopodobnie pani Karolina wróciła do Polski, wychodząc z zalożenia, ze lepiej męczyć się w Polsce niż daleko od domu.
Ciężko winić kogoś zmęczonego o to, że nie ma siły i chęci walczyć.

*********
Jak znaleźć pracę?

Najpierw warto chcieć pracę znaleźć
Zapewne wydaje się to kwestia oczywistą, choć często taką nie jest.
Pojawiają się watpliwosci, przeszkody (zwykle w nas samych), pytania: kto będzie odprowadzał dzieci do szkoły; ile benefitów na tym stracę; czy chcę pracowac poniżej swoich kwalifikacji (uzyskanych w Polsce), czy dam sobie radę pod względem językowym.

Warto sobie zdać sprawę, że na większośc tych pytan można znaleźć odpowiedzi, które doprowadzą nas do wniosku: że sama praca jest dla nas czymś pożytecznym (zarówno w finansowym  jak i zupełnie innym wymiarze) i korzystnym.


Jaką pracę chcemy wykonywać
Na poczatek można powiedzieć: jakąkolwiek.
I tu warto być zwyczajnie ostrożnym. Wiadomo, żyć trzeba, ale... nie ma co się oszukiwać, że osoba, która jest chorobliwie nieśmiała odniesie sukces jako kelnerka czy barmanka; osoba, która reaguje na widok krwi paniką mogłaby pracować przy pobieraniu krwi.

Nie ma co się zmuszać, bo może się to skończyć ogromnym stresem, strasznie kiepskim nastrojem i niechęcią do świata.


Warto więc porozmawiać ze sobą samym,o tym jaką pracę chcemy wykonywać, utargować kompromisy jeśli trzeba, zdecydować i ustalić plan działania. Możemy wyznaczyć sobie jako cel fotel prezesa i ustalić kroki, które nas do niego doprowadzą. Fotel prezesa poczeka cierpliwie,o ile my cierpliwie bedziemy się przygotowywaćdo przejęcia obowiązkow,które sięz nim wiążą.


Jeśli wiemy co chcemy robić tj.jaką pracę wykonywać należy zrobić maly research i dowiedzieć się:
w jakich rejonach można znaleźć oferty pracy, w branży, która nas interesuje (to ma ogromne znaczenie jeśli jesteśmy mobilni i nie przeszkadza nam przeprowadzka); stawki za wykonywaną pracę i koszt życia.

Poza tym warto sprawdzić wymagania stawiane kandydatom na stanowiska pracy, które nas interesują. (może nam to posłużyć jako pomoc w planowaniu naszego rozwoju zawodowego).


Gdy już wiemy co chcemy robić i gdzie, zaczynamy poszukiwania pracy.
Możemy skonstruować sobie CV, aczkolwiek jest ono rzadko akceptowane. W większości firmy, agencje pracy oczekują od nas wypełnienia własnych aplikacji.

Kilka ciekawych linków dotyczacych pisania CV:
jak napisac CV

CV

more about CV


W aplikacji o pracę, prócz pytań na które znajdziemy odpowiedź w CV pojawia się zwykle pytanie o:
referencje
pytanie o to dlaczego jesteśmy odpowiednim kandydatem na dane stanowisko


Z referencjami sprawa jest o tyle trudna,że w Polsce nie są wymagane. W Wielkiej Brytanii bez referencji ani rusz.
Zdarza się, że referencje moga być wystawione  przez osobe dla której nie pracowaliśmy, a która nas zna: przez określony czas i wykonuje określony zawód (są to tzw. referencję dotyczące naszego charakteru).
Myśląc o referencjach i doświadczeniu zawodowym możemy postarać się o prace w charakterze wolontariusza.


Kwestia druga to tzw. personal statement jest o wiele bardziej skomplikowana m.in dlatego, ze trzeba umieć napisać o sobie wiele pozytywnych, konstruktywnych rzeczy, podając przykłady z życia zawodowego i osobistego.
Nie wystarczy powiedzieć: jestem z wykształcenia handlowcem. Trzeba wiedzieć jakim handlowcem i sprawić, by nasza aplikacja się wyrózniała i spełniala wymagania stawiane przez pracodawcę.
Wymagania te zwykle sa załączone do naszej aplikacji (person specification lub job description).
Warto dokładnie sprawdzić PS i pisząc nasze małe wypracowanie kierować się kryteriami zawartymi,udzielając konkretnej,a jednak szczegółowej odpowiedzi.
Aplikacje są poddawane ocenie często opartej na systemie punktacji. Osoby, które otrzymają nawięcej ilość punktów, przechodzą do kolejnego etapu.


Gdzie szukac pracy?

W internecie (strony z ogłoszeniami jak i strony internetowe potencjalnych pracodawców),
wśród znajomych,
poprzez agencje pracy (zatrudnienie na nieco innych warunkach niż bezpośrednio u pracodawcy, obwarowane regułami dotyczacymi stawek, potencjalnego zatrudnienia u tego samego pracodawcy: zdarza się, ze firma chcąc zatrudnić pracownika agencji na stałe musi go 'wykupić),
udając się na targi pracy
bezpośrednio kontaktując się z potencjalnymi pracodawcami


Kilka moich ulubionych stron z ogłoszeniami:
:)public jobs
indeed
gurdian


Możemy również założyć nasz profil na takich stronach jak:
total

monster


Dla osób zainteresowancyh wolnym zawodem, ciekawa wydaje się ta stronka:
free lancer



Kiedy dostaniemy pozytywną odpowiedź i zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, warto się do niej przygotować. Przykładowe strony internetowe (znaleźć można o wiele, wiele więcej)
interview

interview1

Zwykle otrzymując ofertę pracy, jesteśmy poinformowani, że oferta może zostać wycofana ze względu na:
referencje (lub ich brak) oraz Criminal Records Bureau Check (świadectwo niekaralności: dokument wymagany przy wykonywaniu określonych zawodów).

Gdy wszystko przebiegnie pomyślnie: zaczynamy pracę, której tak pragnęliśmy.
Nie zawsze uda nam się za  pierwszym razem, nierzadko za dziesiątym. Każda wypełniona aplikacja i rozmowa kwalifikacyjna dodaje nam doświadczenia i rozeznania na rynku pracy. Można mieć dość bezskutecznych prób i oczekiwań, wtedy warto porozmawiać z kimś, kto w nas wierzy i podniesie na duchu.


Oczywiscie  poszukiwanie nowej pracy wiąże się z ryzykiem i nie jest dla każdego. Niektórzy lubią poczucie bezpieczeństwa i miesięczny wpływ określonej kwoty na konto; nie chcą rozwoju, powiększenia odpowiedzialnosci czy potencjalnych turbulencji.
Czasami poczucie bezpieczenstwa jest złudne. Aktualnie nie ma nikogo kto nie powinien obawiać się o swoją pracę: cięcia budżetowe i restrukturyzacje mają miejsce zarówno w sektorze publicznym jak i prywatnym.




Szukającym pracy życzę powodzenia i nie gasnącego zapału i motywacji.

Jeśli zdarzyło mi się pominąć coś ważnego, proszę o pytania. Postaram się odpowiedzieć :)




Następnym razem napisze bardziej szczegółowo o tym jak bardzo ważne jest polskie wykształcenie w Wielkiej Brytanii czy i jak zwiększa nasze szansę na zatrudnienie.

niedziela, 2 października 2011

Benefity i zasiłki czyli o czym cicho sza...

Wielka Brytania jest krajem, gdzie opieka socjalna jest bardzo rozbudowana.
Dodatki, zasiłki, wsparcie, mieszkania z miasta. System nadwyrężony i nadużywany zarówno przez samych Brytyjczyków jak i imigrantów.
Zdarza się, że słyszę pytania:
'Jestem w ciąży co mi się należy?'

Odpowiedź jest prosta: Nic.
Nie ma powodu, by z tytułu bycia w ciązy cokolwiek ci się należało. Owszem istnieją benefity zwiazane z mcierzyństwwem, ale sa one zależne również od innych czynników tj. staż pracy, dochód itd.

Podobnie jest z innymi zasiłkami czy z możliwości zakwaterowania w mieszkaniu komunalnym.

Można się o różne dodatki starać. Tutaj można sobie sprawdzić do czego możemy mieć prawo:
http://www.turn2us.org.uk/benefits_search.aspx


Oszustwa i nadużycia systemu są nagminne. Podawanie fałszywych danych: począwszy od kwestii dochodu na kwestii dotyczacych stanu cywilnego/ statusu związku skończywszy.
Nadużycia można zgłosić anonimowo:
benefit fraud



Nadchodzi czas zmian w systemie benefitow/ zasiłków.
Dojdzie do dość drastycznych cięć.
Same cięcia uważam za słuszne, gorzej ze strategią ich wprowadzania.
Nie obejdzie się zapewne bez lamentu i nerwówki, czyli zbliża sie czas niepokoju.

Najmniej ucierpią osoby, które do zasiłków nie maja praw tj. pracuja, a dochód jest o wiele za wysoki by dostać pomoc od państwa.
Najbardziej te osoby, które  zmieszczą się, które minimalnie przekroczą granice (dochodu).

Dlatego wg mnie warto inwestować w siebie i być konkurencyjnym na rynku pracy.
O poszukiwaniu pracy, rozwoju zawodowym i finansach z tym związnych napiszę następnym razem.

sobota, 10 września 2011

Tam, gdzie nikomu nie życzę

Dziś będzie trochę na smutno i trochę osobiście. Tym o słabszych nerwach, sercach, większej wrażliwości odradzam czytanie przed snem.

Dziś będzie o chorobach, zapachu śmierci, jednym z najważniejszych a jednocześnie najgorzej opłacanych zajęć w Wielkiej Brytanii.
Mowa o domach opieki dla osób starszych.
Istnieją różne domy opieki:
tzw. residential, gdzie podopieczni mobilni, radzą sobie dość dobrze, potrzebują niewielkiej asysty
care home's z pacjentami o różnym stopniu niedomagań
nursing home's pacjenci, którzy wymagają dużej pomocy przy codziennych czynnościach.

Pracowałam we wszystkich rodzajach domów opieki w tym kraju.
A dziś napiszę wam o tym, jak jest w tzw. nursing home. Jak wygląda praca, jak można odczuwać co się dzieje i dlaczego/warto lub nie warto pracować w tej branży. Opieram się na własnym doświadczeniu i doskonale rozumiem, ze ktoś mógł pracować w prawdziwym eldorado dla staruszków i mieć doświdczenia nieco inne.


Wystrój domu jest powierzchowny: sztuczne kwiaty, tapeta we wzorek zasłaniający upływ czasu, do tego zapach: mieszanka odświeżaczy powietrza, detergentów i amoniaku.
Na początku ciężko się przyzwyczaić. Po kilku tygodniach, człowiek jest już uodporniony. Jedyne co pozostaje to dziwne uczucie lepkości, które ciężko z siebie zmyć.

Pacjenci różni: uprzejmi mili,; tacy, których rodzina regularnie odwiedza i tacy, których odwiedzać nie ma kto.
Tacy, których ktoś przywiózł i tacy, którzy poprosili o przywiezienie.
Tacy, którzy przeżyją jeszcze rok, dwa a może więcej lat i tacy, którzy zmarnieją i znikną w przeciągu miesiąca. Są jeszcze tacy, których rodziny przywożą na umarcie (bo mniej komplikacji, gdy śmierć przychodzi z dala od domu).

W Wielkiej Brytanii do tej pracy nikt nie wymaga specjalnych kwalifikacji. Zdarza się, że do pracy przyjmowane są osoby, które nie potrafią czytać, mają problem z pisaniem lub też nie znają języka angielskiego.
W tej branży pokłada się nadzieję w zdrowym rozsądku kandydatów i ich ludzkich odruchach. Wg mnie jest to ogromny błąd, naiwność ze strony systemu. Ostatnio byłam na szkoleniu związanym z tego rodzaju pracą. Okazało się, że nadal w XXI wieku istnieją domy, gdzie na noc łóżka rezydentów otacza się drewnianymi barierami sięgającymi sufitu (by nie chodzili w nocy po domu, nie wstawali z łóżek) a personel nie widzi w tym  nic złego (oczywiście takie postępowanie jest wbrew prawu i każdy kto zauważy podobną praktykę powinien zwrócić uwagę kierownictwu, a gdy to nie pomoże CQC:
CQC
w domach często dochodzi do zaniedbań i nadużyć. Zapewne z różnych przyczyn. Niski poziom edukacji opiekunów i niskie płace oraz praca pod presją (zbyt mała liczba personelu w stosunku do obowiązków) czy nierealne wymagania pracodawcy mają ogromny wpływ.

W dużych domach: nie ma czasu na nic.  Codzienność ułożona skrupulatnie wg godzin posiłków.
Pobudki czasami zaczynają się czasami o 5 rano,bo trzeba zdążyć na śniadanie o 8. Bieganina. Umyć, ubrać, podnieść, zawieźć nakarmić, pomóc w toalecie, wykąpać, przebrać, umyć, położyć, podnieść, nakarmić...
 Zwykle nie ma czasu na sentymenty czy zwykłe ludzkie odruchy. Odruchy można mieć wtedy, gdy wszystko jest zrobione. Tam gdzie pracowałam był to moment, gdy człowiek był już bardzo zmęczony czy kończył zmianę.
Ludzie przestają być ludźmi a zaczynają być numerami pokoi czy przedmiotami do obrobienia, do wykonania pracy.



Jest to praca obciążająca psychicznie, czasami bardzo fizyczna, kiepsko płatna (chyba, ze mówimy o pracy przez dobrą agencję pracy) i z małymi perspektywami rozwoju.

Z drugiej strony świetna dla osób bez doświdczenia, które szukają pierwszego zatrudnienia.
Daje możliwość pracy na zmiany (co nie jest bez znaczenia, gdy pojawiają się dzieci czy w sytuacji, gdy chcemy kontynuować naukę).