poniedziałek, 23 grudnia 2013

Radości, pokoju i miłości w ten świąteczny czas życzę Wam




 Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie,
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynie
kolęda na okarynie:
Lulajże, Jezuniu...

Konstanty Ildefons Gałczyński








P.S. do zobaczenia w nadchodzącym 2014 roku.


poniedziałek, 4 lutego 2013

Zawieszenie

Z przykroscia musze poinformowac, ze z przyczyn niezaleznych ode mnie blog zostaje na jakis (nieokreslony czas) zawieszony.
Mam nadzieje, ze uda mi sie wrocic szybciej niz pozniej.
Jakiekolwiek pytania mozna zadawac w komentarzach lub podeslac na maila.
Postaram sie odpowiedziec na wszystkie

Pozdrawiam
K.

niedziela, 2 grudnia 2012

Liebster Award

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

Pytania od Czarnego Elfa. (Dziękuję bardzo za nominację:))



1.Co jest dla Ciebie najwazniejsze w zyciu?
Szczęście: a to znaczy moja szczęśliwa rodzina i miłość, której nie mozna zapomnieć
2.Ulubiony produkt do pielegnacji twarzy?
Peeling z miodem z BS
3.Gdzie chcialabys mieszkac i dlaczego?
Pewności jeszcze nie mam. Na razie mam dość deszczu i szarości, więc teraz myślę o miejscu, gdzie słońce.
4.Ulubiona ksiazka z dziecinstwa/lat mlodzienczych?
W dzieciństwie pochłaniała mnie Ania z Zielonego Wzgórza. Później depresyjna lekko Panna Nikt Tomka Tryzny. I całe mnóstwo innych książek...
5.Kim chcialas byc gdy bylas dzieckiem?
Nauczycielem 
6.Wymarzony zawod?
Specjalista od trudnych przypadków
7.Ulubiony sport?
Taniec 
8.Film do ktorego powracasz i nigdy Ci sie nie znudzi?
The Constant Gardener 
9.Zakupy w sklepach stacjonarnych czy online?
Online- o ile możliwe
10.Czy uwazasz ze studiowanie online to dobry pomysl?
Nie zły, dla osób, które mają wiele dodatkowych zobowiązań
11.Najwiekszy Twoj sukces?
Świetne dzieciaki



Blogi nominowane przeze mnie:
http://www.wloskiedolomity.blogspot.it/

http://afryka-jezyka.blogspot.co.uk/

http://wioletawafryce.blogspot.co.uk/

http://ambasadaczasu.blogspot.co.uk/

http://wswieciedaniela.blogspot.co.uk/

http://dodziecizpasja.blogspot.co.uk/


http://haferflocken.blogspot.co.uk/

http://sojka-ptica.blogspot.co.uk/

http://warczaca-wanda.blogspot.co.uk/

http://emigracyjny.blogspot.co.uk/

http://moja-emigracja.blogspot.co.uk/

Moje pytania:
1. Bez czego trudno ci się obejść?
2. Książka, do której wracasz 
3. Co cię motywuje ?
4. Gdzie chciał(a)byś pojechać?
5. Czy lubisz uczyć się języków obcych?
6. Rower czy samochód?
7. Ulubiona potrawa
8. Gdzie chciał(a)byś być za rok?
9. Ulubiony sport
10. Dom w miescie czy w lesie?
11.Jakiego z domowych sprzetów pozbył(a)byś się bez żalu?








niedziela, 14 października 2012

Obyście tego postu nie potrzebowali

Bywam Matką Kwoką. Zwykle pozwalam dzieciakom wzrastać, rozwijać się przy mojej asyście, nie blokować nadopiekuńczością. Nie dostaję palpitacji serca, nie łapię się za głowę, gdy wspinają, pływają, biegają i skaczą. Mimo to, poczatek szkoły był (i nadal jest) okresem  mojej wzmożonej czujności i gotowości wkroczenia do akcji.
Chociaż szkołą to nie pole bitwy, gdzie trzeba walczyć o przetrwanie to moga się  w niej zdarzyć sytuacje, które są spełnieniem koszmarów wielu rodziców. Dziecko nieszczęśliwe w szkole, smutne, męczone przez rówieśników. Ponoć bullying to zjawisko, które nie omija żadnej szkoły. Ważne w jaki sposób szkoła sobie z potencjalnym problemem radzi, o ile oczywiscie go dostrzeże.
Mali chłopcy, jak również dziewczynki nie raz i nie dwa podczas testowania granic, wygłupów będa sprawdzać się wzajemnie. Będą pokazywać, kto silniejszy, kto mocniejszy kłócąc się o zabawkę, książkę, pozycję w grupie. Bullying to nie jest jednak uznawane za normę starcie między dwójką dzieciaków (gdzie i tak przemoc jest potępiana). To sytuacja, gdy dziecko cierpi długofalowo męczone, zupełnie bez powodu, pod byle pretekstem. Nawet jeśli dziecko nauczone jest mówienia w takich sytuacjach: 'nie' czy STOP nie zawsze jest w stanie poradzić sobie samo i nie zawsze o tym nam powie. Pracownicy szkoły, mogą nie widzieć problemu, a dziecko nie mające do nich zaufania będzie trwało w milczeniu.
We mnie Matka Kwoka odezwała sie, gdy mały poszedł do szkoły. Dzwonki alarmowe brzęczały, gdy był tam nieszczęśliwy; gdy ktoś doniósł, że ktoś go bił, że on kogoś uderzył; gdy wrócił do domu z raną, na skutek incydentu, na temat, którego nauczyciel nie miał najmniejszego pojęcia. Jednym ze scenariuszy, który brałam pod uwagę, była własnie sytuacja bullyingu. Mały mówić nie chciał. Jedynym sposobem, by dowiedzieć się czegokolwiek były historie wspólnie opowiadane przed snem: o małym chłopcu, którego przygody były tak bardzo podobne do historii mojego dziecka; wspólne rysowanie i również opowiadanie.
Komunikaty powatrzane często: nie wolno bić; nikt ciebie bić nie może nie przynosiły satysfkacjonujących efektów. Czytanie książki Bajki z sensem ratowało nas z opresji nie jeden raz.
Na szczęście nie musiłam się mierzyć z problemm bullyingu. Ekspertem w tej dziedzinie nie jestem. Co wiem na pewno, to to, że dziecko w Wielkiej Brytanii podlega ochronie. Obowiązkiem rodzica oraz każdej osoby dorosłej świadomej tego, że dziecku może dziać się/ dzieje się krzywda jest próba zaradzenia sytuacji.
Dlatego, gdy do dyrektora szkoły przychodzi zmartwiony rodzic, ten powinien zareagować. Załóżmy jednak, ze nie zareaguje albo zareaguje w sposób nie satysfakcjnujący dla rodzica. Warto wówczas zacząc zapisywać niepokojące nas wydarzenia i sytuacje, zgłaszać sytuacje, które budzą naszą troskę i obawę- w końcu lepiej dmuchac na zimne. I wracać, najlepiej z wspierając się sprawdzonymi informacjami.

O sprawach dzieci i dla dzieci. Nie tylko o problemie bullyingu.
ChilLine 

O podobnej tematyce, ale kierowane do rodziców
Family lives

Konkretnie w temcie bullyingu (jako część Family lives)
 Bullying

Kwestie związane ze zdrowiem psychicznym dzieci i młodzieży
Young Minds

Kopalnia informacji
Kidscape

Anti Bullying Network


Niestety ACE działać już nie będzie jak wcześniej. Na szczęście na miejsce tej organizacji ma powstać nowa.


Chciałabym, by ten post do niczego Wam się nie przydał. Tym, którym się przyda życzę powodzenia, dużo siły, cierpliwości i dobrych zakończeń trudnych spraw.

Pozdrawiam serdecznie
K.




poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Uciszyć trolla- dygresja lekko emocjonalna

Miało być o przemocy w szkole... i będzie, ale następnym razem.
Dzisiaj krótko o tych, którzy sieją ploty na temat życia na emigracji, powtarzają zasłyszenia, swoje przemyślenia i interpretacje traktują jako prawdę objawioną; niejednokrotnie ziejąc pesymizmem otchłani bez dna. Nie to żebym broniła niepoprawnych optymistów, którzy pakują plecak i jadą, nie umiejąc się porządnie w języku obcym przedstawić.
Dla tych, którzy myślą o wyjeździe:
Sytuacja emigranta w Wielkiej Brytanii zależy bardzo od regionu. Dotyczy to zarówno ilości ofert pracy, kosztów życia, reakcji ludności tubylczej. 
Uogólnienia typu: nie lubią tu Polaków, bo są zbyt inteligentni; Polak Polakowi wilkiem na emigracji; nie ma pracy (chlip, chlip) czy też sławetne: paracetamol na wszystko- wywołują u mnie alergię. Bo przecież, mieszkając w Polsce:
  • wszędzie nas kochają
  • każdy Polak do Polaka się uśmiecha, wspiera i nigdy przenigdy nie wbija noża w plecy
  • praca leży na ulicy i wystarczy się po nią schylić
  • lekarze leczą bosko, bezbłędnie są nieomylni i nieważne,ze na grypę czy wirusówkę nie raz i nie dwa przepiszą antybiotyk
  • kwestii opieki nad kobietami w ciąży poruszać nie będę, bo to już nie na moje nerwy zupełnie.


W Polsce mamy Eldorado. I jak Wielka Brytania ma z tym wygrać?


A z mojej perspektywy?
Możliwość pracy jest, możliwość rozwoju jest. Brakuje polskości od czasu do czasu, rozmów do których zbyt wielu słów nie potrzeba. I jest dobrze, bo jak będzie źle czy przestanie mi się podobać to powiem: dziękuję za ten czas spędzony tutaj,za wiele szans, łatwych i trudnych doświadczeń, za te całe mnóstwo ludzi i ich dobrą obecność. A pójdę tam, gdzie słoneczniej i gdzie lato nie przypomina pory deszczowej.






niedziela, 3 czerwca 2012

Szkoła czasem boli

Będzie o szkole. Dziś o  bullyingu i o szkole jako środowisku nowym, problematycznym, dla dzieci starszych i młodszych emigranckich.
Szkołę dla najmłodszych wybieramy dość wcześnie. W przypadku wyboru pierwszej szkoły dla mojego dziecka, przygotowań wiele nie było, bo w naszym mieście nie ma zbyt wielu szkół, a godnych uwagi wg naszych kryteriów tylko dwie; w naszym rejonie tylko jedna.
Posłuchałam opinii rodziców, przeczytałam raporty Ofsted, obejrzałam szkołę, porozmawiałam z dyrektorem i decyzja zapadła. 
Przyszedł wrzesień i ekscytacja mieszająca się z niepokojem. Dziś mamy maj i z ekscytacji nie zostało nic, a niepokój rośnie, rośnie i rośnie.
Do rzeczy. Dzieci są różne, w różnym wieku osiągają gotowość do nauki czytania, pisania. Mali ludzie mają różne charaktery, wrażliwość i osobowość. Dzieciom emigranckim często dochodzi dodatkowy bagaż dwu (czy też multi-) języczności. 
Wg badaczy poziom języka przydatnego w nauce (i często rozwijanego w szkole) w przypadku dzieci dwujęzycznych może się wyrównywać nawet do pięciu lat. Co ciekawe, w tym przypadku zasada: im wcześniej tym lepiej- dziecko pozna podstawy drugiego języka, się nie sprawdza i nie daje żadnej gwarancji, że małemu człowiekowi będzie łatwiej.
Co ma szkoła do dwujęzyczności?
Dziecko na początku kariery szkolnej przechodzi tzw. assessment, podczas którego określa się jego poziom znajomości drugiego języka. I t ciekawostka: odradzam serdecznie używania słowa test w powyższym kontekście.( wyraz niezbyt poprawny politycznie, na dźwięk którego nasz Pan Dyrektor się zapowietrzył, po czym nastąpiło znaczące milczenie).

Znajomość języka ma wpływ na kontakt dziecka z otoczenie. Oczywiście, nie jeden powie, że odważny dzieciak porozumie się z rówieśnikami i dorosłymi na migi, Gorzej oczywiście sprawa wygląda, gdy dziecko odważne nie jest i należy raczej do nieśmiałych. Poza tym śmiem twierdzić, że chociaż teorretycznie dzieci startują z podobnego poziomu jeśli chodzi o poznawanie wyrazów, liter, głosek, pisanie i czytanie.
Nie małe obciążenie dla małego człowieka. Frustracje, złości i zagubienie muszą mieć gdzieś swoje ujście.
Bywa, że objawia się niepokojem, niezadowoleniem i agresją wobec otocznie. Bywa, że dzieci uciekają w świat wybraźni, mówią niewiele lub tak, że mało kto je rozumie.
A szkoła?
Szkoła to instytucja, gdzie ważne jest nie wychylanie się z szeregu i dopasowanie do panujacych zasad. Zdecydowanie okazujące złość dziecko, nie pasuje do tego obrazka. Ponoć polityka szkół i praktyka w podobnych sytuacjach zależą od regionu, miasta i włąściwie określonej szkoły.  
 W naszej okolicy współpraca z rodzicem i działania kierunkowane na pomoc takiemu dziecku są dość mizerne, mimo wielu deklaracji. Moje dziecko źle znosi ten pierwszy rok szkoły. Jest zagubiony językowo i generalnie został zaszufladkowany przez swoją nauczycielkę "jako ten, który sprawia kłopot", i którego matka szuka wymówek dla jego niecnych poczynań.
Jako Matka Polka, kwoka walcząca i osoba niespokojna, dopóki nie dowie się co i jak i dlaczego, po kolejnym spotkaniu z dyrektorem, gdy powstrzymywałam się przed wygłoszeniem swojej opinii na temat strategii szkoły, postanowiłam działać konkretniej.


Już kilka tygodni wcześniej, gdy dziecko mówiło jasno, że do szkoły iść nie chce, nie pójdzie i już skontaktowałam się Instytutem Psychologii Rozwojowej na pobliskim uniwersytecie.
Prawie godzinna konsultacja zakończyła się wnioskiem, że dwujęzyczność kłopotów w szkole, problemów z dostosowaniem się powodować nie powinna. W związku z pewnymi zachowaniami małego, psycholog poradziła diagnozę psychologiczną: prywatną lub organizowaną przez NHS.
NHS ma długaśne listy oczekiwań, o ile GP łaskawie wystawi skierowanie. Nad prywatną usilnie pracuję.
Co ciekawe, między czasie skontaktowałam się z innym psychologiem, który twierdził, że dwujęzyczność może być przyczyną problematycznych zachowań dzieci. 
Z niecierpliwością czekam na rozwój akcji, doczytuję, dokształcam się i zbieram materiały na kolejne spotkanie z dyrektorem.  Poza tym czekam, bo ponoć czas odgrywa tu ogromną rolę.

A, że pewnego dnia moje dziecko wróciło do domu nieco uszkodzone (czego nauczyciel nie zauważył) i w podobnym czasie odmówił uczęszczania do szkoły to światełko alarmowe pod tytułem bullying mi się zaświeciło.
O bullyingu będzie następnym razem, choć (na szczęście) w tym momencie kwestia nas nie dotyczy.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Pani już podziękujemy: dygresja osobista

Nad oddziałem Y w firmie X, w której dane mi było pracować od jakiegoś czasu wisiały czarne chmury.Co jakiś czas pojawiało się widmo zwolnień, redukcji etatów; po czym następowało poprawienie nastroju, bo okazywało się, ze sytuacja ulegała znacznej poprawie.  Ze względu na  studia dzienne i dwójkę małych dzieci, pracowałam na pół etatu  w godzinach dla mnie dość wygodnych. Między innymi dlatego, gdy nadchodziło ryzyko ( a nie pewność) utraty pracy, nie szukałam nowego zatrudnienia aktywnie. Pewnego dnia nadeszła wiadomość: oddział likwidujemy z końcem przyszłego miesiąca. Pierwszym etapem były konsultacje szefostwa z zespołem. Zgodnie z przepisano: poinformowano nas o procedurze zwolnień, kwestii wysokości odpraw, rozwiano wszelkie wątpliwości dotyczące wypłaty (potencjalnego) bonusu za przepracowany rok oraz poinformowano o możliwości ponownego zatrudnienia. Okazało się, że firma ma obowiązek zaproponować nam zatrudnienie w jej obrębie, możliwe, że w innym rejonie, czy na nieco innym stanowisku (jeśli na stanowiska odpowiadające naszym nie ma zapotrzebowania). Po tym spotkaniu miałam bardzo mieszane uczucia. Miałam do wyboru: szukać intensywnie innej pracy (która pozwoli mi na tak dużą elastyczność w sprawie godzin) lub zdecydować się na zatrudnienie na niższym stanowisku (co problemem absolutnie w tym wypadku nie było: jeśli chodzi o sam charakter pracy) w innym rejonie dość odległym, ale nie na tyle by nie móc dojeżdżać. W przeciągu tygodnia zorganizowano spotkanie drugie: pracowników indywidualnych z szefostwem. Przez ten tydzień dokształciłam się w przepisach ogólnych i naszej firmy, dokonałam kilku obliczeń, znalazłam inna ofertę pracy (która odpowiadała mi zarówno pod względem godzin, płacy oraz lokacji) i wstępnie zaczęłam wypełniać podanie. To drugie spotkanie było bardzo istotne. Firma przedstawiła mi bardzo dobrą ofertę, m.in zobowiązując się do pokrywania kosztów dojazdu do nowego miejsca pracy przez rok (oczywiście bazując na ich własnych obliczeniach opartych na jakiejś wyższej matematyce, której celem jest znaleźć jak najmniej kosztowny transport, oszacować koszt i przedstawić propozycje nie podlegającej negocjacji). Miałam wybór: zostać  firmie na dość dobrych warunkach i pracować wśród dobrze znanych ludzi, zacząć pracę właściwie z marszu, bez większych zmian i stresów lub starać się o pracę kuszącej nieco lepszą ofertą, za to w nieco innej branży i w nowym środowisku. Opcja druga nie była zbyt ryzykowna, chwilami wręcz wydawała się atrakcyjna. Mimo to, wybrałam to co lepiej znane i stabilne (wg pewnych kryteriów). Podczas drugiego spotkania zgodziłam się wstępnie na oferowane warunki pracy. Kilka dni później otrzymałam ofertę pracy na piśmie. Zdziwiłam się nieco, gdyż oferta ta różniła się w kwestiach istotnych (oczywiście nie na plus) od tej omawianej podczas spotkania. Dodatkowo: nagle okazało się, że koniecznie muszę dokonać wyboru właściwie już i odesłać akceptację oferty. W przeciwnym razie oferta przepadnie. Na początku pomyślałam, że to zwykła ludzka pomyłka. Wysłałam maila z prośbą o wyjaśnienie ‘błędu’ w ofercie pracy. Nastąpiła bardzo długa cisza... a mnie czas naglił (pracę na nowym stanowisku miałam zacząć w przeciągu 2 tygodni). W końcu, po interwencji mojej szefowej sprawa się ruszyła. Otrzymałam odpowiedź, ze to nie błąd, a efekt wnikliwej analizy budżetu i tego, jak istotnym jest dobro firmy. Poczułam się oszukana. Zostałam postawiona w sytuacji, w której nie było zbyt wielu możliwości. Mogłam odmówić pracy- co zachwiałoby stabilnością finansowa mojej rodziny lub przyjąć tę ofertę, której warunki mi nie odpowiadały. Wybrałam opcję drugą i postanowiłam, ze tak łatwo nie odpuszczę. Zaakceptowałam ofertę w ostatnim  dniu jej ważności ( i tuż przed moim dwutygodniowym urlopem). W mailu również poprosiłam o ponowne sprawdzenie nowej struktury zatrudnienia i ilości godzin pracy (gdyż tego dotyczyły nieścisłości w ofercie pracy). Po dłuuugim czasie oczekiwania otrzymałam przeprosiny dotyczące pomyłki zmian w ofercie pracy i nowy kontrakt w prowadzonymi (poprawnie tym razem) zmianami.
Może brzmi to jak sucha, sprawozdawcza relacja. W rzeczywistości był to ogromnie stresujący czas: poczucie niepewności, zagrożenia i takiego lekkiego smutku związanego z potencjalnym końcem współpracy z firmą, w której pracowałam od kilku lat. Nie powiem, że jak spotka was ryzyko utraty pracy ze względu na redukcję etatów, to wierzcie, ze będzie dobrze, bo macie wiele praw, a wasza firma wiele obowiązków wobec was. Nie powiem, że nie ma co się martwić, bo na pewno znajdziecie coś innego, lepszego, bo wszystko ma swój sens i czas. Powiem tylko, że warto pozwolić sobie na przezywanie lęków i stresu, które mieszają się z nadzieją, Zapoznać z przepisami i procedurami. Wyważyć plusy i minusy i dokonać najlepszego dla was wyboru. I jeszcze jedno: nie wierzyć nikomu i niczemu, co nie zostało zapisane, podpisane, zatwierdzone.
Powodzenia

poniedziałek, 13 lutego 2012

Śnieg: białe przekleństwo

Moje nastawienie do wspaniałego białego puchu świadczy chyba o tym, że coraz bardziej ulegam wpływom brytyjskim tendencjom.
Jako dziecko lubiłam zimę: śnieg i  mróz. Naturalna sprawa. Dla Brytyjczyków, zwłaszcza tych mieszkających na południu kraju śnieg jest czymś nieznanym, wzbudza lęk, niepewność i niechęć.
Nie obawiam się śniegu, raczej jego następstw.
Jak spadnie to wszystko zostanie sparaliżowane: drogi będą nieprzejezdne, pociągi nie będą jeździć, półki w hipermarketach będą pustoszeć w zastraszającym tempie (kataklizm się zbliża, trzeba uzupełnić zapasy).
W telewizji i nie tylko rusza kampania edukacyjna: co należy mieć w samochodzie na wypadek kataklizmu śnieżnego. W mediach trąbią i ostrzegają: osoby starsze nie powinny wychodzić w domu na wszelki wypadek (ponieważ jest ślisko).
Zima od kilku lat zaskakuje wszystkich. Niezmiennie samochody są wyposażone w letnie opony, brak pługów śnieżnych jest normalka, nie odświeżone chodniki, podjazdy, mniejsze uliczki.

Wskazówki zeszłej zimy:
how to drive




czwartek, 9 lutego 2012

Nie chowaj dyplomu do szuflady

Piszę ten post z myślą, o zrezygnowanych, wątpiacych  w siebie i wartość swojego wykształcenia zdobytego poza Wielką Brytanią. Przypominam sobie moje starcie z rzeczywistością i przecieranie szlaków i zapoznawanie się z system (nikt mnie nie pokierował, nie poprowadził za rączkę, nie wskazał odpowiedniej drogi). Do napisania tego postu zmotywowało mnie jedno, drobne nawet niezbyt znaczące wydarzenie na jednym z for internetowych. Pojawiło się tam pytanie o sytuację w Wielkiej Brytanii, o możliwość wykorzystania wykształcenia zdobytego w Polsce. Jedna z odpowiedzi entuzjastyczna, pełna pozytywnej energii zirytowała mnie przekłamaniem i podawaniem nieprawdziwych informacji.

Jestem zwolennikiem rozwoju: osobistego, zawodowego. Cierpię na pewnego rodzaju nadpobudliwość i musze przyznać, że zajęło mi trochę czasu, by zrozumieć, że niektórym wystarcza kiepsko opłacana praca, która nie przynosi możliwosci rozwoju  (za to przynosi czasami minimum odpowiedzialności za wykonywane czynności).
Teraz rozumiem, akceptuję i nic mi do cudzego wyboru życiowej ścieżki. Jednak robi mi się przykro, gdy ludzie marnują swoje zdolności, umiejętności i doświadczenie, rezygnują z marzeń i kontynuowania pasji zawodowych odkładając dyplom ukończenia szkoły (niekoniecznie uczleni wyższej) do szuflady.

Czasami wiąże się to ze strachem  i brakiem wiary we własne siły. 
I tutaj sprawdza się stare powiedzenie: strach ma wielkie oczy". Nie wiemy czego się boimy, ale się boimy, więc dajemy sobie spokój. Przyznaję, że ten strach dotykał i dotyka czasami mnie. Bariera językowa może wydawać się nie do przeskoczenia, dla tych nie anglojęozycznych: którzy jakimś trafem poświęcali swój czas na zgłebianie niuansów innych języków lub zwyczajnie nie mieli ochoty poznawać języka angielskiego.
Na to jest tylko jeden sposób: uczyć się i usprawniać swoje umiejetności językowe.

Czasami, gdy znamy jezyk i jesteśmy pewni swoich umiejętności i chcielibyśmy pracować zgodnie z naszym wykształceniem musimy przejść drogę swego rodzaju biurokracji. Nie dla każdego rezultat będzie zadowalający i bardzo korzystny: czego doświadczyłam na własnej skórze niestety. Jednak mogą pojawić się nowe możliwości.
Jeśli chcemy spróbować sił w naszym zawodzie w Wielkiej Brytanii musimy wyszukac kilka istotnych informacji.
Istnieje coś takiego jak rejestr zawodów przekładalnych w Unii Europejskiej. Mówiąc krótko: nauczyciel w Polsce jest nauczycielem w Wielkiej Brytanii; lekarz w Polsce, nadal jest lekarzem w Wielkiej Brytanii.
Dla osób, których zawód jest na tej liście sprawa wygląda w wiekszości przypadków dość prosto: powinny sie ubiegać o członkostwo określonych (zawodowych) organizacji, spełnić ich warunki i... już moga podjąć pracę.
Oczywiście jest to wielkie uproszczenie, ponieważ proces rejestracji bywa czasochłonny i kosztowny (jeśli wziąć pod uwagę opłatę za rejestrację, tłumaczenia dyplomu, wypisu z indeksu i dodatkowej dokumentacji).
Informacji na temat warunków rejestracji można uzyskac kontaktując się z określonymi organizacjami.
Po rejestracji następuje walka o przebicie się na rynku pracy i zdobycie doświadczenia zawodowego na rynku brytyjskim.
 
Istnieją jednak zawody, których nie znajdziemy na liście zawodów przekładalnych. Do takich dziedzin należy pedagogika i zawód pedagoga . Przeciętny Brytyjczyk nie ma pojęcia o tym, czym zajmuje sie pedagogika i jej poszczególne specjalności. I tutaj zaczynają się komplikacje. 
Pedagog wykształcony w Polsce musi sobie znaleźć drogę rozwoju w sposób mniej formalny.
Oczywiście, moze przedstawić swoje doświadczenie zawodowe, pokazac transkrypt studiów, tym którzy będą zainteresowani (z tym zainteresowaniem doprawdy różnie bywa). Może rozpocząć pracę w pokrewnej dziedzinie dzięki swojemu doświadczeniu, zwykle współpracując z ludźmi, których wiedza jest o wiele mniejsza i kwalifikacje niższe ( zresztą zgodnie z wymaganiami stawianymi przez pracodawców).
Trzeba mieć trochę szczęścia, by znaleźć pracodawcę, który dyplom ukończenia np. szkoły wyższej doceni w przypadku, gdy nasz zawód jest "nieprzekładalny".
Z kwestii praktycznych warto wypełniając aplikacje o pracę, w części przedstawiającej nasze predyspozycje wyjasnić nasze kwalifikacje i umiejętności.

Nawet jeśli szukamy pracy nie związanej z dziedziną, którą zgłębialiśmy- dyplom może być naszym atutem. Może zdarzyć się tak, że pracodawca docenia nasze umiejętnosci uczenia się i patrzenia na świat z nieco innej perspektywy.

Bywa i tak, że mimo upartych starań szczęście nam nie sprzyja i ciężko nam znaleźć pracę marzeń z nasyzm wykształceniem. Wówczas możemy pokusić się o kontynuację studów w Wielkiej Brytanii.
Tę opcje aktualnie sama testuję i moge polecić tm, którzy sa zdeterminowani, lubią rozwój i naukę.

Od nas zależy gdzie jesteśmy dziś i gdzie będziemy jutro. 




sobota, 24 grudnia 2011

Wesołych Świąt

Życzę Wam wspaniałych Spokojnych świąt Bożego Narodzenia.
Spędzonych tak jak sobie życzycie.
I cudownego nadchodzącego 2012 roku.
Dziękuję wszystkim zaglądającym i czytającym .
Jednocześnie obiecuję, że posty już wkrótce będą pojawiać się regularnie.


Kasia






zalaczony obrazek nie jest moja wlasnoscia

środa, 26 października 2011

Fotel prezesa chwilę poczeka

Pierwsza praca emigranta, zwykle odbiega od  naszych ambitnych oczekiwań dotyczących wynagrodzenia, prestiżu, możliwosci rozwoju ( o ile je mamy).
Przyjeżdżamy:
  • zupełnie w ciemno, z oszczędnościami i nadzieją, ze szybko znajdziemy posadę:                               jest to opcja dobra dla lekkoduchów i ryzykantów. W Wielkiej Brytanii praca nie leży na ulicy. Można jej szukać dwa dni lub dwa miesiące. Przyjazd bez przygotowania jest aktualnie jedną z najgorszych opcji.
  • do znajomych/rodziny/przyjaciół z nadzieją, że beda nam wsparciem i posłużą radą; może nawet znajda nam pracę                                                                                                                             Ta opcja jest już trochę lepsza. O ile mamy jasną umowę z osobami, do których przyjeżdżamy: warto wiedzieć ile czasu możemy korzystać z gościny; czy ile bedziemy dokładać do opłat/ wyżywienia. Nie powinniśmy tez oczekiwać, że nasi znajomi/przyjaciele/rodzina znajda nam pracę, zaprowadzą do agencji, pójda z nami na rozmowę kwalifikacjną, załatwią kwestię urzędowe, założą konto w banku.To nie jest oczywiste, że ktoś będzie w stanie poświecić nam tyle czasu. Czas to pieniądz. Jeśli jest nam poświęcony warto podziekować.
  • prosto do pracy, której umowa o zatrudnienie została podpisana w Polsce; a my sami zostaliśmy zrekrutowani przez jedna z agencji pracy.
 Opcja dość bezpieczna na  poczatek. Warto dokładnie przeczytać dokladnie umowę, by nie paść jej ofiarą.




Pani Karolina i autostop- dygresja

To bylo już po tym, gdy wiedzialam, ze kolejny post napiszę o pracy i jej poszukiwaniu.
Był poranek.
Jechałam na zajęcia na uniwersytecie drogą dość krętą, prowadzącą przez tereny podmiejskie, wiejskie, w pobliżu farm.
Spieszyłam sie bardzo i miałam nadzieję, że tego dnia żaden traktor czy ciężarowka nie spowolnią ruchu.

W pewnym momencie na poboczu zauwazyłam kobietę usiłującą zatrzymać samochód.
Zatrzymałam się, sama wiele razy jeszcze w Polsce podróżowałam w ten sposób.
I don't speak English- powiedziała
Okazało się, że mówi po polsku.
Pani Karolina była roztrzęsiona i zmarznięta. Została przywieziona z odległej części hrabstwa (samochodem jakaś godzina drogi) by pracowac na farmie. Ze względu na  zasady wprowadzone w pracy, nie miała przy sobie: pieniędzy, dokumentów, telefonu.
Po tym jak dojechała na miejsce, poinformowano ją, że tego dnia pracy dla niej nie ma. By wrócic do domu transportem zorganizowanym przez pracodawce musiałaby czekac do wieczora.
Usiłowała złapać okazję na stopa i zatrzymalam się ja.
Autostop w Wielkiej Brytanii od jakiegoś czasu jest mało popularny, a zabieranie autostopowiczów jest dość rzadkie.
Myślę, że pani Karolina padła ofiarą podłego wykorzystania, sama nie znając swoich praw ani języka, nie miała chęci i siły walczyć z zastaną sytuacją.

Muszę przyznać, ze trochę zaskoczylo mnie to, że taki proceder jest nadal popularny, pracownicy się nie buntują, nie walczą.

Prawdopodobnie pani Karolina wróciła do Polski, wychodząc z zalożenia, ze lepiej męczyć się w Polsce niż daleko od domu.
Ciężko winić kogoś zmęczonego o to, że nie ma siły i chęci walczyć.

*********
Jak znaleźć pracę?

Najpierw warto chcieć pracę znaleźć
Zapewne wydaje się to kwestia oczywistą, choć często taką nie jest.
Pojawiają się watpliwosci, przeszkody (zwykle w nas samych), pytania: kto będzie odprowadzał dzieci do szkoły; ile benefitów na tym stracę; czy chcę pracowac poniżej swoich kwalifikacji (uzyskanych w Polsce), czy dam sobie radę pod względem językowym.

Warto sobie zdać sprawę, że na większośc tych pytan można znaleźć odpowiedzi, które doprowadzą nas do wniosku: że sama praca jest dla nas czymś pożytecznym (zarówno w finansowym  jak i zupełnie innym wymiarze) i korzystnym.


Jaką pracę chcemy wykonywać
Na poczatek można powiedzieć: jakąkolwiek.
I tu warto być zwyczajnie ostrożnym. Wiadomo, żyć trzeba, ale... nie ma co się oszukiwać, że osoba, która jest chorobliwie nieśmiała odniesie sukces jako kelnerka czy barmanka; osoba, która reaguje na widok krwi paniką mogłaby pracować przy pobieraniu krwi.

Nie ma co się zmuszać, bo może się to skończyć ogromnym stresem, strasznie kiepskim nastrojem i niechęcią do świata.


Warto więc porozmawiać ze sobą samym,o tym jaką pracę chcemy wykonywać, utargować kompromisy jeśli trzeba, zdecydować i ustalić plan działania. Możemy wyznaczyć sobie jako cel fotel prezesa i ustalić kroki, które nas do niego doprowadzą. Fotel prezesa poczeka cierpliwie,o ile my cierpliwie bedziemy się przygotowywaćdo przejęcia obowiązkow,które sięz nim wiążą.


Jeśli wiemy co chcemy robić tj.jaką pracę wykonywać należy zrobić maly research i dowiedzieć się:
w jakich rejonach można znaleźć oferty pracy, w branży, która nas interesuje (to ma ogromne znaczenie jeśli jesteśmy mobilni i nie przeszkadza nam przeprowadzka); stawki za wykonywaną pracę i koszt życia.

Poza tym warto sprawdzić wymagania stawiane kandydatom na stanowiska pracy, które nas interesują. (może nam to posłużyć jako pomoc w planowaniu naszego rozwoju zawodowego).


Gdy już wiemy co chcemy robić i gdzie, zaczynamy poszukiwania pracy.
Możemy skonstruować sobie CV, aczkolwiek jest ono rzadko akceptowane. W większości firmy, agencje pracy oczekują od nas wypełnienia własnych aplikacji.

Kilka ciekawych linków dotyczacych pisania CV:
jak napisac CV

CV

more about CV


W aplikacji o pracę, prócz pytań na które znajdziemy odpowiedź w CV pojawia się zwykle pytanie o:
referencje
pytanie o to dlaczego jesteśmy odpowiednim kandydatem na dane stanowisko


Z referencjami sprawa jest o tyle trudna,że w Polsce nie są wymagane. W Wielkiej Brytanii bez referencji ani rusz.
Zdarza się, że referencje moga być wystawione  przez osobe dla której nie pracowaliśmy, a która nas zna: przez określony czas i wykonuje określony zawód (są to tzw. referencję dotyczące naszego charakteru).
Myśląc o referencjach i doświadczeniu zawodowym możemy postarać się o prace w charakterze wolontariusza.


Kwestia druga to tzw. personal statement jest o wiele bardziej skomplikowana m.in dlatego, ze trzeba umieć napisać o sobie wiele pozytywnych, konstruktywnych rzeczy, podając przykłady z życia zawodowego i osobistego.
Nie wystarczy powiedzieć: jestem z wykształcenia handlowcem. Trzeba wiedzieć jakim handlowcem i sprawić, by nasza aplikacja się wyrózniała i spełniala wymagania stawiane przez pracodawcę.
Wymagania te zwykle sa załączone do naszej aplikacji (person specification lub job description).
Warto dokładnie sprawdzić PS i pisząc nasze małe wypracowanie kierować się kryteriami zawartymi,udzielając konkretnej,a jednak szczegółowej odpowiedzi.
Aplikacje są poddawane ocenie często opartej na systemie punktacji. Osoby, które otrzymają nawięcej ilość punktów, przechodzą do kolejnego etapu.


Gdzie szukac pracy?

W internecie (strony z ogłoszeniami jak i strony internetowe potencjalnych pracodawców),
wśród znajomych,
poprzez agencje pracy (zatrudnienie na nieco innych warunkach niż bezpośrednio u pracodawcy, obwarowane regułami dotyczacymi stawek, potencjalnego zatrudnienia u tego samego pracodawcy: zdarza się, ze firma chcąc zatrudnić pracownika agencji na stałe musi go 'wykupić),
udając się na targi pracy
bezpośrednio kontaktując się z potencjalnymi pracodawcami


Kilka moich ulubionych stron z ogłoszeniami:
:)public jobs
indeed
gurdian


Możemy również założyć nasz profil na takich stronach jak:
total

monster


Dla osób zainteresowancyh wolnym zawodem, ciekawa wydaje się ta stronka:
free lancer



Kiedy dostaniemy pozytywną odpowiedź i zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną, warto się do niej przygotować. Przykładowe strony internetowe (znaleźć można o wiele, wiele więcej)
interview

interview1

Zwykle otrzymując ofertę pracy, jesteśmy poinformowani, że oferta może zostać wycofana ze względu na:
referencje (lub ich brak) oraz Criminal Records Bureau Check (świadectwo niekaralności: dokument wymagany przy wykonywaniu określonych zawodów).

Gdy wszystko przebiegnie pomyślnie: zaczynamy pracę, której tak pragnęliśmy.
Nie zawsze uda nam się za  pierwszym razem, nierzadko za dziesiątym. Każda wypełniona aplikacja i rozmowa kwalifikacyjna dodaje nam doświadczenia i rozeznania na rynku pracy. Można mieć dość bezskutecznych prób i oczekiwań, wtedy warto porozmawiać z kimś, kto w nas wierzy i podniesie na duchu.


Oczywiscie  poszukiwanie nowej pracy wiąże się z ryzykiem i nie jest dla każdego. Niektórzy lubią poczucie bezpieczeństwa i miesięczny wpływ określonej kwoty na konto; nie chcą rozwoju, powiększenia odpowiedzialnosci czy potencjalnych turbulencji.
Czasami poczucie bezpieczenstwa jest złudne. Aktualnie nie ma nikogo kto nie powinien obawiać się o swoją pracę: cięcia budżetowe i restrukturyzacje mają miejsce zarówno w sektorze publicznym jak i prywatnym.




Szukającym pracy życzę powodzenia i nie gasnącego zapału i motywacji.

Jeśli zdarzyło mi się pominąć coś ważnego, proszę o pytania. Postaram się odpowiedzieć :)




Następnym razem napisze bardziej szczegółowo o tym jak bardzo ważne jest polskie wykształcenie w Wielkiej Brytanii czy i jak zwiększa nasze szansę na zatrudnienie.

niedziela, 2 października 2011

Benefity i zasiłki czyli o czym cicho sza...

Wielka Brytania jest krajem, gdzie opieka socjalna jest bardzo rozbudowana.
Dodatki, zasiłki, wsparcie, mieszkania z miasta. System nadwyrężony i nadużywany zarówno przez samych Brytyjczyków jak i imigrantów.
Zdarza się, że słyszę pytania:
'Jestem w ciąży co mi się należy?'

Odpowiedź jest prosta: Nic.
Nie ma powodu, by z tytułu bycia w ciązy cokolwiek ci się należało. Owszem istnieją benefity zwiazane z mcierzyństwwem, ale sa one zależne również od innych czynników tj. staż pracy, dochód itd.

Podobnie jest z innymi zasiłkami czy z możliwości zakwaterowania w mieszkaniu komunalnym.

Można się o różne dodatki starać. Tutaj można sobie sprawdzić do czego możemy mieć prawo:
http://www.turn2us.org.uk/benefits_search.aspx


Oszustwa i nadużycia systemu są nagminne. Podawanie fałszywych danych: począwszy od kwestii dochodu na kwestii dotyczacych stanu cywilnego/ statusu związku skończywszy.
Nadużycia można zgłosić anonimowo:
benefit fraud



Nadchodzi czas zmian w systemie benefitow/ zasiłków.
Dojdzie do dość drastycznych cięć.
Same cięcia uważam za słuszne, gorzej ze strategią ich wprowadzania.
Nie obejdzie się zapewne bez lamentu i nerwówki, czyli zbliża sie czas niepokoju.

Najmniej ucierpią osoby, które do zasiłków nie maja praw tj. pracuja, a dochód jest o wiele za wysoki by dostać pomoc od państwa.
Najbardziej te osoby, które  zmieszczą się, które minimalnie przekroczą granice (dochodu).

Dlatego wg mnie warto inwestować w siebie i być konkurencyjnym na rynku pracy.
O poszukiwaniu pracy, rozwoju zawodowym i finansach z tym związnych napiszę następnym razem.

sobota, 10 września 2011

Tam, gdzie nikomu nie życzę

Dziś będzie trochę na smutno i trochę osobiście. Tym o słabszych nerwach, sercach, większej wrażliwości odradzam czytanie przed snem.

Dziś będzie o chorobach, zapachu śmierci, jednym z najważniejszych a jednocześnie najgorzej opłacanych zajęć w Wielkiej Brytanii.
Mowa o domach opieki dla osób starszych.
Istnieją różne domy opieki:
tzw. residential, gdzie podopieczni mobilni, radzą sobie dość dobrze, potrzebują niewielkiej asysty
care home's z pacjentami o różnym stopniu niedomagań
nursing home's pacjenci, którzy wymagają dużej pomocy przy codziennych czynnościach.

Pracowałam we wszystkich rodzajach domów opieki w tym kraju.
A dziś napiszę wam o tym, jak jest w tzw. nursing home. Jak wygląda praca, jak można odczuwać co się dzieje i dlaczego/warto lub nie warto pracować w tej branży. Opieram się na własnym doświadczeniu i doskonale rozumiem, ze ktoś mógł pracować w prawdziwym eldorado dla staruszków i mieć doświdczenia nieco inne.


Wystrój domu jest powierzchowny: sztuczne kwiaty, tapeta we wzorek zasłaniający upływ czasu, do tego zapach: mieszanka odświeżaczy powietrza, detergentów i amoniaku.
Na początku ciężko się przyzwyczaić. Po kilku tygodniach, człowiek jest już uodporniony. Jedyne co pozostaje to dziwne uczucie lepkości, które ciężko z siebie zmyć.

Pacjenci różni: uprzejmi mili,; tacy, których rodzina regularnie odwiedza i tacy, których odwiedzać nie ma kto.
Tacy, których ktoś przywiózł i tacy, którzy poprosili o przywiezienie.
Tacy, którzy przeżyją jeszcze rok, dwa a może więcej lat i tacy, którzy zmarnieją i znikną w przeciągu miesiąca. Są jeszcze tacy, których rodziny przywożą na umarcie (bo mniej komplikacji, gdy śmierć przychodzi z dala od domu).

W Wielkiej Brytanii do tej pracy nikt nie wymaga specjalnych kwalifikacji. Zdarza się, że do pracy przyjmowane są osoby, które nie potrafią czytać, mają problem z pisaniem lub też nie znają języka angielskiego.
W tej branży pokłada się nadzieję w zdrowym rozsądku kandydatów i ich ludzkich odruchach. Wg mnie jest to ogromny błąd, naiwność ze strony systemu. Ostatnio byłam na szkoleniu związanym z tego rodzaju pracą. Okazało się, że nadal w XXI wieku istnieją domy, gdzie na noc łóżka rezydentów otacza się drewnianymi barierami sięgającymi sufitu (by nie chodzili w nocy po domu, nie wstawali z łóżek) a personel nie widzi w tym  nic złego (oczywiście takie postępowanie jest wbrew prawu i każdy kto zauważy podobną praktykę powinien zwrócić uwagę kierownictwu, a gdy to nie pomoże CQC:
CQC
w domach często dochodzi do zaniedbań i nadużyć. Zapewne z różnych przyczyn. Niski poziom edukacji opiekunów i niskie płace oraz praca pod presją (zbyt mała liczba personelu w stosunku do obowiązków) czy nierealne wymagania pracodawcy mają ogromny wpływ.

W dużych domach: nie ma czasu na nic.  Codzienność ułożona skrupulatnie wg godzin posiłków.
Pobudki czasami zaczynają się czasami o 5 rano,bo trzeba zdążyć na śniadanie o 8. Bieganina. Umyć, ubrać, podnieść, zawieźć nakarmić, pomóc w toalecie, wykąpać, przebrać, umyć, położyć, podnieść, nakarmić...
 Zwykle nie ma czasu na sentymenty czy zwykłe ludzkie odruchy. Odruchy można mieć wtedy, gdy wszystko jest zrobione. Tam gdzie pracowałam był to moment, gdy człowiek był już bardzo zmęczony czy kończył zmianę.
Ludzie przestają być ludźmi a zaczynają być numerami pokoi czy przedmiotami do obrobienia, do wykonania pracy.



Jest to praca obciążająca psychicznie, czasami bardzo fizyczna, kiepsko płatna (chyba, ze mówimy o pracy przez dobrą agencję pracy) i z małymi perspektywami rozwoju.

Z drugiej strony świetna dla osób bez doświdczenia, które szukają pierwszego zatrudnienia.
Daje możliwość pracy na zmiany (co nie jest bez znaczenia, gdy pojawiają się dzieci czy w sytuacji, gdy chcemy kontynuować naukę).

sobota, 20 sierpnia 2011

Wakacje w Polsce: czyli osobista dygresja


Pisane w trakcie wakacji 
Lubię przyjeżdżać do Polski. Lubię tutaj być i wcale niesekretnie marzę, o tym, aby powrócić.
Zarzekam się, że wrócę (nawet mam plan jak ten powrót przeprowadzić skutecznie).

Kilka dni temu zaczęłam wakacje. I miło, jest pogoda jest, a te kilka dni obfitowało zarówno w dobre momenty jak i te, które działały na mnie jak zimny prysznic.
Dochodzę do wniosku, że jestem rozpuszczona jak dziadowski bicz, rozpieszczona niczym księżniczka na ziarnku grochu.

Oczekuję uprzejmego traktowania w sklepach (i tutaj rozczarowanie od czasu do czasu się pojawia; aczkolwiek uprzejme panie z Biedronki w moim małym miasteczku są fenomenalne. Standard europejski. Zakupy to sama przyjemność).
w miejscach usługowych: tu bywa różnie. Pewien warsztat chciał skasować nas podwójnie za usługę, oszukać paskudnie wymyślając ceny i dokładając do listy napraw nieistniejące problemy
restauracje i knajpki: w ogromnym mieście jakim jest Wrocław wybraliśmy się z dzieckiem do restauracji.
Nie mieli krzesła dla dziecka. Mój pierwszy księżniczkowaty odruch: wychodzimy. Zostaliśmy. Jadłam trzymając dziecko na kolanach. Nigdy więcej. Żadna przyjemność.
Zamówienie z poważnego wydawnictwa: pomyłka totalna. Zamiast przesyłki Pocztą Polską, przyszła przesyłka kurierem. Komplikacje koszmarne: mnie nie było na miejscu, by przesyłkę odebrać; Pan kurier zdezorientowany trząsł się, ze straci  premię i pracę przez to całe zamieszanie.



Pisane po powrocie
Jakoś przez te analizy i frustracje, odwiedziny  w biegu, zakupy w biegu nie mogłam wypocząć.
Do momentu aż pojechałam do dalszej mojej rodziny (a raczej rodziny męża), gdzie perspektywa się zmieniła, a przeżycia nabrały innego wymiaru.
Piękne miejsce, piękni ludzie, piękny czas. Jedzenie swojskie i ludzie swoi. Ten sam język, podobne wartości.

Tuż po tym dotarły do mnie wieści o zamieszkach w Londynie. Obawiałam się o znajomych i bliskich, którzy zostali w Wielkiej Brytanii.  Z obrzydzeniem słuchałam wypowiedzi gówniarzerii (czyt. nieletnich) opowiadających farmazony o nierówności klasowej, święcie demolki, popijających skradzione wino.

Poruszyło mnie bardzo, gdy mój syn zapytał swojej babci (mającej problem z hałasującymi wieczorami i nocami sąsiadami):
Babciu, czy ci którzy hałasują są Polakami czy Anglikami?
Polakami, bo jesteśmy w Polsce.
To dobrze, bo Anglicy spaliliby twoje miasto.


(dla jasności mały zwyczajnie był obecny, gdy w telewizji pojawiły się widomości; dyskusji  na ten temat z nim nie prowadziliśmy)




Wróciłam z wakacji z poczuciem tęsknoty (tak wielkim po raz pierwszy od początku emigracji). Moja księżniczkowatość nie ma zbyt wiele do powiedzenia, bo niedogodności w obsłudze klienta, a nawet dramatyczny stan dróg i dziwaczny system opłat za autostrady są niczym w porównaniu z tym jak tęsknię za tą domem.






niedziela, 24 lipca 2011

Ciąża i narodziny

Opieka prenatalna w Wielkiej Brytanii jest bardzo różna od opieki w Polsce.
Narzekań w tym temacie co niemiara, historii rodem z horroru wcale nie mniej. Niektóre kobiety pakują walizki i podróżują do Polski by urodzić swoje dziecko.
Mnie ten brytyjski system opieki nad kobietami w ciąży odpowiada.

Widzimy dwie kreski i już wiemy, że jesteśmy w ciąży.
Następnym krokiem jest wizyta u GP. Jest to wizyta powiedziałabym kurtuazyjna. Rozmowa- zwykle dość krótka- mierzenie ciśnienia, pytanie o samopoczucie i rada by umówić się z położną na pierwsze spotkanie.

Podstawowe informacje na temat opieki podczas ciąży:

ciąża


Dokładną rozpiskę wizyt w czasie i ciąży oraz informacje dotyczące jak powinny przebiegać znajdziemy na tej włąśnie stronie pod linkiem The NICE antenatal care guidelines 


Cały artykuł ma w sobie mnóstwo odnośników, warto skorzystać :)

System brytyjski świetnie się sprawdza, gdy ciąża jest zdrowa i nie zagrożona.
Co jednak, gdy pojawiają się komplikacje czy ryzyko niedonoszenia ciąży?

W Wielkiej Brytanii zwykle (pomijając bardzo rzadkie przypadki) nie podaje się leków na tzw. podtrzymanie ciąży. Wielkie zaufanie w tej kwestii w stosunku do matki natury: co ma przetrwać, przetrwa. (co nie zmienia jednak faktu, że położne doradzają, by przy pojawieniu jakichkolwiek niepokojących objawów jak najszybciej skontaktować się z lekarzem, oddziałem położniczym czy samą położną).

Ciąża traktowana jest jako naturalny stan rzeczy a nie jak przypadłość medyczna w sprawie, której trzeba przeprowadzać mnóstwo badań, testów. Ciążę niskiego ryzyka, czyli taką, która przebiega prawidłowo i nie ma dodatkowych czynników,które mogłyby to zmienić, prowadzi położna.

Gdy ciąża jest podwyższonego ryzyka kobietą opiekuje się zarówno położna jak i lekarz.
Tak się zdarzylo, ze moja druga ciąża byla uznana za ciążę podwyższonego ryzyka. (między innymi ze względu na cesarskie cięcie, którym zakończyła się moja pierwsza ciąża), zatrucie ciążowe, które rozwinęło się w pierwszej ciąży oraz cukrzycę ciążową, która dopadła mnie tym razem.
Co kilka tygodni spotykałam się z lekarzem, z pielęgniarką zajmujaca się cukrzycą, dietetykiem oraz wg harmonogramu z położną w mojej przychodni.  Badanie USG przeprowadzano co kilka tygodni.
Zdarzyło się, że się kiepsko czułam. Gdy miałam obawy co do swojego ciśnienia, położna przyjechała tego samego dnia do mnie,zbadała, pobrała próbki krwi i na wszelki wypadek umówila na wizytę na oddziale dziennym.
Tam obejrzano mnie dokładnie (jeszcze raz standardowy zestaw badań) i KTG. Niestety okazało się, że dla naszego (czyli mojego i dziecka) dobra musiałam zostać w szpitalu.



Warto pamiętać, że mamy prawo do zadawania pytań i uzyskiwania na nie odpowiedzi. Nie musimy się zgadzać  z tym co jest nam oferowane. Np.w przypadku, gdy pierwszy poród odbywał się przez cesarskie cięcie; druga ciąża może zostać zakończona również w ten sposób (tym razem w sposób planowany; ).
Oferowana jest konsultacja z położną specjalizującą się w porodach (naturalnych) po cesarskim cięciu (tzw Vback clinic). Podczas konsulatcji poznajemy wszystkie za i przeciw planowanego cesarskiego cięcia i porodu naturalnego. Decyzja należy do nas.
Jedna z przykładowych stron dotyczących opcji po cc:
VBAC


W Wielkiej Brytanii nie płacimy za poród. Mamy kilka możliwości poczawszy od porodu w domu (zwykle dostępny dla kobiet, dla których jest to druga lub kolejna ciąża oraz, gdy poprzednie ciąże i poród odbywały się bez komplikacji), poród w wodzie (niestety- dla mnie- opcja dostępna dla kobiet, które nie miały wcześniej cesarskiego cięcia), poród rodzinny: zwykle możemy mieć przy sobie dwie osoby towarzyszące.
Osobiście nie wyobrażam sobie rodzić samotnie tj. tylko przy pomocy/ asyście personelu medycznego. Warto mieć przy sobie kogoś,  kto się o nas dodatkowo zatroszczy, zna nas dobrze, będzie wspierał emocjonalnie i duchowo. Dla niektórych świetnym wyborem jest doula czyli osoba, która zawodowo zajmuje się pomoca podczas ciąży i porodu. (jej usługa jest odpłatna).
Dla osób nie znających języka angielskiego dostępna jest osoba tłumacza (należy o tym porozmawiać wcześniej z położną).

Co szpital to obyczaj, dlatego warto sprawdzić jakie warunki panują w szpitalu, w którym chcemy rodzić.
Możemy sprawdzić opinię na temat szpitala tutaj:
maternity ward
oraz poprzez odwiedzenie szpitala i oddziału porodowego i poporodowego.
Takie wizyty często są częścią zajęć w szkole rodzenia, prócz tego można porozmawiać z położną o innych mozliwościach obejrzenia oddziałów.

Oczywiście przed porodem możemy napisać nasz plan porodu; to czego sobie życzymy, a czego nie.Oczywiście nie ma gwarancji, że urodzimy wg planu. Jednak samo pisanie planu jest jakby częścią przygotowań do porodu.
 Warto wspomnieć, że w Wielkiej Brytanii nie praktykuje się rutynowej episiotomii (czyli nacinania krocza podczas porodu)oraz lewatywy.
Często słyszę głosy niezadowolenia dotyczące tego, ze nacinanie nie jest praktykowane.
Poczytałam na ten temat i okazuje się, że pękniecie jest dla kobiety rodzacej korzystniejsze niz nacinanie (z medycznego punktu widzenia).
episiotomy1
episiotmyUK



Znieczulenie: ulga w bólu.
mamy dostepny miedzy innym gaz& air. (wdychamy i czujemy sie jak na lekkikim rauszu).
Korzystalam z fantastycznym skutkiem:) Rada ode mnie: warto mieć pod ręką wodę (a raczej kogoś kto nam wodę poda, bo gaz dość mocno wysusza).

Epidural: ulga w bólu ogromna. Niektóre kobiety, gdy skorzystaja z tego środka, nie wyobrażają sobie innego porodu niż z epiduralem. U mnie się nie sprawdził. Wolę samo g&a i oddychanie (które między innymi praktykowałam ćwicząc jogę w ciąży).
Mówiąc krótko sprawa indywidualna. Związana rownież z odpornoscia na igły, zastrzyki itd.

Woda; poród w wodzie. Dostepny w wielu szpitalach, pięknie znieczula (ponoć, niestety nie bylo mi dane spróbować).

Po porodzie trafiamy na oddział poporodowy, gdzie zostajemy minimum 6 godzin. Po 6 godzinach możemy wyjść do domu, o ile nie ma przeciwskazań medycznych i o ile same tego chcemy.
Po cięciu cesarskim w szpitalu zostaniemy minimum 72 godziny.




Dla ciekawych i zainteresowanych realiami szpitala, serdecznie polecam serial dokumentalny: One born every minute. Dla mnie pełen wzruszeń i rozczuleń, choć chwilami trudnych momentów.

OBEM

piątek, 15 lipca 2011

Emigrant był chory

Biegiem do przychodni, by zdążyć przed przerwą na lunch (gdy zamykają).
Dobiegam do pulpitu recepcji na dziesięć minut przed czasem. Tłumaczę, ze potrzebuję wizytę na już, z lekarzem, bo dziecko chore, przez ręce sie leje, nie je,prawie nie pije, gorączkuje. Zostało w domu z tatą, ktory nagle się rozchorował, a ja w drodze z pracy...Nie ma wolnych terminów (na teraz, może przyszły tydzień); lekarz przyjmie dziecko jeśli przyprowadzi je  pani w ciągu 5 minut.- stwierdza recepcjonistka
Niemożliwe. Mieszkam 5 minut od przychodni.
Jednak ja mam swoje sposoby. Macie obowiązek opieki medycznej nad pacjentem. Musicie przyjąć dziecko. Jeśli nie przyjmiecie, pojadę na ostry dyżur i powiem,ze odmówiliście pomocy.
Recepcjonistka patrzy na mnie z niedowierzaniem. Dzwoni do lekarza. Po chwili proponuje, że lekarz do mnie oddzwoni i zdecyduje czy dziecko wymaga interwencji medycznej lub czy można zaradzić sytuacji bez spotkania z lekarzem.
Odmawiam; dziecko jest chore,potrzebuje lekarza.
Recepcjonistka głośno powtarza do sluchawki; ta pani odmawia... chce wizyty.
Na moją odmowę konsultacji telefonicznej lekarz odmawia obejrzenia mojego syna.
W końcu udaje mi się umowić wizytę z pielęgniarką, która niestety nie traktuje sytuacji wystarczająco serio, przepisuje lekarstwa, ktore nie mają szansy pomóc. Kolejnego dnia jedziemy do prywatnej przychodni, gdzie przyjmuje pediatra. Otrzymujemy pomoc, recepty (na lekarstwa, których nie mozna dostać, bo w angielskich warunkach Biseptol podawany jest innych schorzeniach niż w Polsce). Po ok. 7 godzinach prób wykupienia wszystkich lekarstw jedziemy na A &E.otrzymujemy zastępnik. Dziecko zdrowieje.


Trochę dramatycznie to wszystko brzmi, ale zapewniam, że to była jedna, jedyna sytuacja tego typu podczas mojego pobytu w Wielkiej Brytanii.

Poza tą nieszczęśliwa przychodnią miałam ogromne szczęście: profesjonalni lekarze, bezproblemowe przychodnie.

Dlatego dostaję wysypki, gdy z ust rodaków slysze obelgi w kierunku tutejszych lekarzy: że niedouczeni, że głupi, a ci, azjatyckiego pochodzenia to już w ogóle dzicz nieokrzesana i nie rozgarnięta.
 Jakby Polacy na emigracji medycynę skończyli z wyrożnieniem. Każdy jeden, każdy z osobna.

Jesli nie odpowiada nam GP lub przychodnia, możemy dokonać zmian: zapisać sie do innej przychodni, znaleźć innego GP. To zdaje się jedno z prostszych i skuteczniejszych rozwiązań.
Poza tym zamiast kogoś obrażać, wystarczy złożyć skargę. jest to kolejna dość skuteczna metoda.

Brytyjski sposób praktykowania medycyny jest inny niż polski. Objawia się to różnie: m.in tym, ze na infekcje wirusowe nie przepisuje się antybiotyków, a zwykle doradza paracetamol. Inaczej prowadzi się ciążę, inaczej leczy choroby psychiczne, prowadzi badania profilaktyczne wśród kobiet. Inaczej, wcale nie znaczy gorzej.

Gdy chcemy skorzystać z porady specjalisty potrzebujemy skierowania od GP. Skierowanie dostaniemy: połowa sukcesu. Kolejna połowa to otrzymanie wezwania na wizytę, bo czasami-niestety- czas oczekiwania jest bardzo, bardzo dlugi.
Czasami warto upomniec, zadzwonić, raz czy dwa. Delikatnie zaznaczyć swoja obecność i potrzebę.
(byle zachowując spokój;))



Jest coś co swego czasu  w moim regionie kosztowało kilkadziesiąt ludzkich istnień. Choroby brudnych rąk panosza (panoszyły???) się w niektórych z brytyjskich szpitali bez limitów.

W szpitalu miejskim, w którym przyszedł na swiat mój syn na skutek zarażenia C. difficile zmarło 90 osób.
Przyczyną był brak higieny.
Teraz w calym szpitalu można znaleźć mnóstwo dozowników z żelem antybakteryjnym. Świetnie. Teraz tylko trzeba, by ludzie tj. pacjenci, personel, odwiedzający go używali.


O opiece podczas ciąży, usługach dentystycznych oraz o domach opieki napiszę innym razem.


A na dobre zakończenie polecam wszystkim zapoznanie sie z prawami pacjenta:
prawa pacjenta


 

wtorek, 12 lipca 2011

Kiedy wszystko idzie źle.

Zdarza sie, że niespodziewanie życie zaczyna nam sie walić.
Mąż odchodzi, żona zostawia, podupadamy na zdrowiu, baby blues po narodzinach dziecka nie chce nas opuścić, w pracy jest niesympatycznie, a jak gdzieś pójdziemy to możemy usłyszeć, ze takich jak my już tu nie chcą.

Z tymi wszystkimi kataklizmami jesteśmy sobie w stanie poradzić jeśli mamy kogoś bliskiego w pobliżu, kto poradzi, wysłucha.
W samotności często mały kłopot staje się dużym, a duży ogromnym; ogromny mega...

 Najlepiej nie pozwolić, by ten mega się pojawił.
Myślę sobie (generalizując nieco), że my- Polacy lubimy naszą samodzielność, o pomoc w kłopotach zwykle nie prosimy otwarcie.
A ja zachęcam, by w razie kłopotów pozwolić sobie pomóc, o pomoc poprosić.

 Kilka użytecznych info na temat tego kto nam może pomóc

Citizens Advice Bureau
Organizacja udzielająca rad w róznych sytuacjach życiowych: począwszy od problemów finansowych poprzez sprawy związane z  prawem pracy, na kwestiach dotyczacych rodziny skończywszy.

Zakres i sposób świadczenia usług zależy od konkretnego biura.
 CAB

CAB może też okazać się świetną możliwością dla osób szukających zajęcia na zasadzie wolontariatu.

 Osobiście kilka razy miałam przyjemność korzystania z usług CAB. Dzięki temu nie musiałam szukać przepisów dotyczących bullying'u w pracy i tego jak sobie  z tym poradzić. Poza tym czułam, ze ktoś mnie rozumie i jest po mojej stronie.


Organizacje charytatywne wszelkiego typu, czyli dla każdego coś dobrego :)
Wspomnę o tych dostępnych  w moim hrabstwie, niektóre mają zasięg o wiele większy.

Dla rodzicówi ich dzieci 

Home start: organizacja pomagająca rodzicom w domu. Wolontariusz przychodzi wesprzeć słowem i czynem. Porozmawiać o sprawach związanych z wychowywaniem dzieci, rodziną i nie tylko.
 Można zgłosić się samemu lub poprosić kogoś o skierowanie np. health visitor, GP czy położną.
Home Start
  
 Nieszczęście w czterech ścianach
gdy pojawia się problem przemocy domowej możemy uzyskac pomoc ze strony policji.
Informacje na temat organizacji w naszym regionie znajdziemy tutaj:
WA
 Organizacje świadczą uslugi w sposób dyskretny i profesjonalny.
W określonych sytuacjach, w zależności  od potrzeby mogą umiescić kobietę w bepiecznym miejscu: zagwarantować dach nad głową. Chronić ją i jej dziecko/ dzieci.
Mężczyźni rownież pomoc uzyskają. Choć przyznam, ze zwykle jest to trudniejsze do zorganizowania.

Kiedy tracimy dom

Gdy grozi nam bezdomność możemy uzyskać pomoc od takich organizacji jak Porchlight czy Richmond Fellowship.
Obie organizacje (jak i szereg innych tego typu) oferują pomoc w formie tzw. supported housing: czyli domów, gdzie osoby potrzebujące mieszkają wspolnie pod opieką (większa lub mniejszą) personelu;
floating support; czyli wówczas, gdy pracownik organizacji odwiedza nas w miejscu, w którym mieszkamy (lub  w miejscu, które wspólnie uzgodnimy) i pomaga uporządkowac sprawy: mieszkaniowe oraz wszystkie inne mające na nie wpływ czyli: finansowe, zdrowotne.
Richmond Fellowship pomaga osobom, które cierpią na problemy psychiczne.

 
 Kiedy cierpi dusza

Kiedy cierpi ciało idziemy do lekarza. Gdy cierpi dusza, warto znaleźć kogoś kto duszy pomoże.
Na poczatku warto udać się do GP. Powinien poradzić, pomóc.
Gdy sprawa wydaje się poważniejsza GP wysyła skierowanie do tzw. Community Mental Health Team. Po tym następuje spotkanie, wywiad, diagnoza.
Niestety w  wielu poradniach okres oczekiwania napierwszą wizyte jest dość długi. (jeśli zapytacie mnei o zdanie: o wiele za długi).
Dobra wieścią dla osob potrzebującyh terapii krótkoterminowej jest to, że na 6 sesji może skierować nas GP. (jedynie wówczas,gdy uzna,ze nasz problem nie wymaga terapii długoterminowej).


Dla osób potrzebujących pomocy psychologicznej polecam stronę IAPT:
IAPT



Kiedy niepełnosprawność wkrada się w nasze życie

Gdy pojawia sie poważna choroba czy niepełnosprawność nie jest łatwo.
 W większości sytuacji uzyskamy wsparcie od stowarzyszeń zrzeszających osoby cierpiace na daną chroobę czy niepełnosprawność.

Dla osób i rodzin osób cierpiących na porażenie mózgowe:
CP
osób niepełnosprawnych umysłowo
LD
osób niewidzących i niedowidzących
niewidzacych
niesłyszacych i niedosłyszących
bda


Kiedy sąsiad jest naszym wrogiem 

Czasami trafia się nam sąsiad, którego nie interesuje, że przybijanie gwoździ o 22 budzi nasze dziecko; albo taki, którego goście mylą klatką schodową z toaletąi tacy, którzy uwielbiają słuchac muzyki tak glośno, ze wszystkie sciany się trzęsą.
Czasami trafia się sąsiad, któremu przeszkadza nasz pies,który czasami szczeka; nasze dziecko zajmujące część wspólnego ogrodu czy to, ze bierzemy prysznic o 5 rano.


Z ogromnym przekonaniem polecam mediację sąsiedzką. Zapewniam, ze w większości przypadków działa.:)  Od razu sąsiadom żyje się odrobinę lepiej, przyjemniej.
 
Właściwie niemożliwym jest wymienienie wszystkich organizacji. Jest ich mnóstwo. Pomagają w różny sposób. Warto z nich korzystać. Zwłaszcza, że większość z nich świadczy usługi bezpłatnie.



Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do komentowania :)

piątek, 24 czerwca 2011

Do I speak English?

Posterunek policji. Dwóch Polaków. Jeden przyszedł zgłosić kradzież swojego samochodu, drugi jako wsparcie (gdyby tłumacz był potrzebny).
Poszkodowany stwierdza, że sam zgłosi utratę samochodu. Podchodzi do okienka. Policjant wita go uprzejmie i pyta jak moze mu pomóc. Polak odpowiada:
- I come to say, I stole my car.

Mina policjanta bezcenna. Pyta poszkodowanego czy na pewno wie co mówi. Ten uparcie powtarza:
-Yes. I stole my car. I want report it.

Policjant bezsilny. Na szczęście jest kolega, który może przetłumaczyć, pomóc, zapobiec aresztowaniu.
Tłumaczy nieporozumienie.




Język kraju, w którym żyjemy znać warto. Osobiście uważam, że znać trzeba. To wyraz szacunku wobec kraju, który nas przyjął i ugościł; kraju, który właściwie pozwala nam się tu zadomowić.
A zadomowić się nie da, gdy nie poznamy języka, nie nauczymy się porozumiewać, nie będziemy się skutecznie komunikować.

Jeśli ktoś przyjeżdża zagubiony, niepewny swoich umiejętności językowych powinien nauczyć się kilku zwrotów, a wśród nich :. 'I do not speak English',  'I do not understand', 'I need an interpreter'.
W wielu instytucjach w Wielkiej Brytanii przysługuje nam pomoc tłumacza. W Job Centre, w sądzie, w szpitalu (bez względu na to, czy boli nas brzuch, czy rodzimy dziecko) i w wielu innych miejscach mamy prawo do pomocy tłumacza. Warto z niej korzystać.

Nie rozumiem osób, które po dłuższym czasie pobytu w Wielkiej Brytanii nadal nie znają języka, polegają na usługach tłumacza, pomocy znajomych, a w najbardziej skrajnych przypadkach twierdzą: 'Niech Brytyjczycy uczą się polskiego'.
Nie ma na to innego wytłumaczenia niż lenistwo i głupota.

Jak się nauczyć języka?
Można
  • spędzać wieczory z książką, nagraniami, filmami. (czyli uczymy się samodzielnie, wkuwamy słówka, utrwalamy konstrukcje gramatyczne 
  •  zapisać się na kurs ESOL: English for speakers of other languages (tu ciekawe informacje, z numerem telefonu, gdzie można uzyskać informacje po polsku: ESOL info (kursy ESOL prowadzą tzw. Adult Education Centres czy colleges. 
  • korzystać z kursów on line i interaktywnych pomocy naukowych (można ich mnóstwo znaleźć w internecie). 
  • zapisać się na lekcje u prywatnego nauczyciela (metoda dość skuteczna- o ile nauczyciel dobry- choć nieco kosztowna)
 Możemy metody łączyć w różne kombinacje i pracować nad niedoskonałościami.

Mój broken English jest coraz mniej broken. (za to zauważam- o zgrozo- coraz częściej języki mieszam, wplatam słowa angielskie w polskie zdania. Zaczynam mówić ponglisz. Zgroza, oj zgroza)

Przyjechałam z minimalną znajomością angielskiego. Przez pierwsze miesiące paraliżował mnie strach przed mówieniem. Przekręcałam wyrazy, mówiłam z wyraźnie obcym akcentem.
Anglicy w rozmowie ze mną: mówili powoli i wyraźnie, powtarzali, gestykulowali, tłumaczyli. Byli niesamowicie cierpliwi i wyrozumiali.
Ja nie byłam wobec siebie tak wyrozumiała. Uczyłam się sama w domu. Słownik był jednym z moich najlepszych przyjaciół. Zapisałam się na kurs ESOL.(ukończyłam, zdałam egzaminy).
Od kursu minęło kilka lat. Nadal pracuję nad angielskim: raz bardziej, raz mniej intensywnie. A cel mam taki, by biegle tym językiem się posługiwać.

I choć nie każdy dąży do tego, by czytać artykuły naukowe w języku  angielskim;  to podejrzewam, że każdy chce wiedzieć co kupuje w supermarkecie i nie chce pomylić np. tranu z olejem rycynowym...

niedziela, 19 czerwca 2011

Niekoniecznie od początku.

W piątek zabrałam dzieci na spotkanie z innymi malymi Polakami. Całkiem miły sposób spędzania piątkowego przedpołudnia: mamy mają czas na pogaduchy, dzieci na szaleństwo i zabawę.
Zwykle uczestnictwo w grupach zabaw tzw.playgroups nie jest odpłatna (w polskich grupach czasami trzeba zapłacić za uczestnictwo i poczęstunek/ lub poczęstunek przynieś ze sobą) i odbywa sie w tzw. children centres.
(aby znaleźć takie centrum w pobliżu miejsca zamieszkania można wpisać w wyszukiwarkę: Sure Start i miejsce naszego zamieszkania i gotowe).
Centra oferują duży wybór zajęć dla rodziców i ich dzieci (do lat 4). Mozna znaleźć grupę wsparcia dla mam karmiących piersią, grupę dla tatusiów, zajęcia nauki masażu niemowlęcia, zajęcia sportowe dla dzieci  i wiele innych.
Prócz tego w centrach można zazwyczaj uzyskać poradę na temat rozwoju dziecka :)

Chociaż nie korzystałam z zajęć w centrum zbyt często, to swobodnie moge powiedzieć, że dzięki poznałam fantastyczne osoby i... nie oszalałam.
 Szaleństwa byłam bliska, gdy mój syn nie chciał jeść z piersi;a  wokół słyszałam bez przerwy, że karmienie piersią jest jedyną słuszną drogą. Mały płakał, płakałam ja. On z głodu, ja z besilności i bólu (bo krew się lała). Na domiar tego dawano mi do zrozumienia, ze jestem matką wyrodną, idę na łatwiznę i powinnam się bardziej starać.

Gdy u kresu sił, z cierpiącym dzieckiem (ponoć dokuczały mu kolki) pojawiłam sie w centrum prosząc o receptę na kolejny lek na tę paskudną dolegliwość i usłyszałam, że recepty nie dostanę za to poradnia laktacyjna może pomóc mi w karmieniu piersią... po prostu się wściekłam. Chyba tylko resztka nadziei doprowadziła mnie do poradni laktacyjnej... gdzie stał sie cud.
Moje dziecko, wówczas 4 tyodniowe (korzystające regularnie z butelki) przyssało sie bezbłednie. Najadło.
I najadało sie przez kolejne 7 miesięcy.
Wszystko dzieki wspaniałej kobiecie służącej poradą. Nigdy nie zapomnę, ciszy, spokoju, panującego w pokoju, w którym uczyłam sie karmić. Nikt mnie tam nie oceniał, a wprost przeciwnie: czułam się rozumiana. Dlatego polecam każdej kobiecie doświadczajacej problemów z karmieniem wizytę w poradni.

Rodzicom, którzy czują się nieco samotni w codziennej opiece nad dzieckiem i tym, którzy samotni się nie czują, ale chcą zapewnić dziecku dodatkowe atrakcje serdecznie polecam centra dla dzieci.